Czy dziecko może być „dobrym żołnierzem Chrystusa Jezusa”?
Od jakiego wieku można pouczać dziecko? Jakie korzyści daje wczesne rozpoczęcie nauczania?
CZY dziecko może występować w charakterze „dobrego żołnierza Chrystusa Jezusa”? Czy potrafi rozumnie dawać świadectwo swej wierze w Boga i w Biblię? Czy może przekonująco dyskutować na temat nauk i zasad biblijnych, a tym samym na wzór Tymoteusza uprawiać szermierkę jako „dobry żołnierz Chrystusa Jezusa”? — 2 Tym. 2:3.
Pytania te ponownie zyskały na aktualności, zwłaszcza odkąd w tej sprawie zabrał głos jeden z najbardziej popularnych dostojników Kościoła rzymskokatolickiego w Ameryce, biskup Sheen, osobistość znana z radia i telewizji. Niedawno mianowany biskupem miasta Rochester w stanie Nowy Jork, wprowadził tam liczne innowacje, między innymi taką, że odtąd w jego diecezji dzieci będą bierzmowane dopiero w okresie kończenia szkoły średniej, a nie jak dotychczas w wieku od dziewięciu lat do dwunastu.
Wyjaśniając powody tej zmiany, stwierdził między innymi: „Od biskupów oczekuje się obecnie, by bierzmowali małych brzdąców i powierzali im rolę żołnierzy Chrystusa. Bierzmowania zasadniczo nie powinno się udzielać, dopóki kandydat nie będzie gotowy do podjęcia przypadających mu w udziale zadań laickiego kapłaństwa na świecie”. Biskup Sheen najwidoczniej uważa, że młodzież katolicka nie jest do tego zdolna przed siedemnastym lub osiemnastym rokiem życia, bo właśnie w takim wieku zazwyczaj kończy się szkołę średnią. — Według pisma Time.
A właściwie od jakiego wieku dzieci mogą już być żołnierzami Chrystusa Jezusa? Częściowo zależy to od okoliczności, jak poważnie rodzice traktują pouczanie swych dzieci z Biblii; duży wpływ wywiera również usposobienie samych dzieci.
PRZYKŁADY WZIĘTE Z ŻYCIA
Niejednokrotnie już się potwierdziło, że nawet małe dzieci potrafią skutecznie zaświadczyć o swej wierze. Tak na przykład zdarzyło się w Niemczech, że pewien mężczyzna któregoś dnia oznajmił czworgu dzieciom, iż postanowił rozejrzeć się za inną matką dla nich, ponieważ ich obecna matka studiuje ze świadkami Jehowy. Najmłodsze jego dziecko, ośmioletnia córeczka, odezwała się w te słowa: „Ależ tatusiu, nie możesz tak robić! Czy nie wiesz, że wtedy byś się dopuścił cudzołóstwa?” Zaskoczony ojciec gniewnie odparł: „Co? Ty nawet nie wiesz, co to znaczy! Jak możesz w ogóle wypowiadać takie słowa?” Niespeszone tym dziecko wyjaśniło w odpowiedzi, kto to jest cudzołożnik: „Biblia mówi, że jeżeli się ma żonę, to trzeba jej się trzymać i nie myśleć o rozwodzie. Każdy, kto odprawia żonę a bierze sobie inną, jest cudzołożnikiem” (Mat. 5:31, 32; 19:9). Następnie przez jakieś pół godziny ta dziewczynka broniła studiowania Biblii, podczas gdy rodzice słuchali jej argumentów w milczeniu. Odtąd przez pewien czas ojciec unikał jakiejkolwiek z nią styczności, ale chociaż nie przestał sprzeciwiać się studiowaniu Biblii przez żonę, nie wspomina już o szukaniu innej matki dla swych dzieci.
Istotnie, nawet ośmioletnie dziecko może z przekonaniem mówić o wierze w Chrystusa Jezusa, jeśli rodzice zważają na słowa Jezusa: „Dopuśćcie dziatkom przychodzić do mnie i nie zabraniajcie im, albowiem takich jest Królestwo Boże”. — Marka 10:14.
W pewnym dużym mieście Ameryki Środkowej mieszkał chłopiec, który już w wieku dziewięciu lat zawzięcie bronił swej adwentystycznej religii w dyskusjach ze świadkami Jehowy. Któregoś dnia postanowił pójść na zebranie świadków Jehowy, aby zobaczyć, ile błędów zdoła znaleźć w ich naukach i sposobie postępowania. Jednakże to wszystko, co zobaczył i usłyszał, tak do niego przemówiło, że przyjął zaproszenie na wtorkowe zebranie, prowadzone na wzór domowego studium biblijnego. Na tym studium nabył sobie własny egzemplarz rozpatrywanego podręcznika — książkę „Niech Bóg będzie prawdziwy” — i odtąd zaczął systematycznie przychodzić na zebrania świadków Jehowy. Po trzech miesiącach sam wyruszył do pracy misyjnej od domu do domu, zaofiarowując mieszkańcom czasopisma biblijne. Kilka miesięcy później, w wieku dziesięciu lat, poddał się ochrzczeniu, aby dopełnić nakazu danego w Ewangelii według Mateusza 28:19, 20. Wkrótce potem stał się pełnoczasowym kaznodzieją, a po dwóch latach został razem ze swą matką powołany na pioniera specjalnego.
W tym charakterze pojechał z matką do miasta, gdzie nie było nikogo ze świadków Jehowy. Po trzech latach działało tam już piętnastu świadków Jehowy, więc też zorganizowano zbór. W wieku piętnastu lat został zamianowany nadzorcą zboru, a jednocześnie powierzono mu inne odpowiedzialne obowiązki, takie jak przewodniczenie zborowemu studium Strażnicy i Teokratycznej Szkole Służby Kaznodziejskiej. Rada apostoła Pawła: „Niechaj cię nikt nie lekceważy z powodu młodego wieku”, z pewnością znajdowała w tym wypadku pełne zastosowanie (1 Tym. 4:12). Cztery lata później został przeniesiony do innego zboru, a po kilku dalszych latach otrzymał zaproszenie do Brooklyna, aby przejść Szkołę Biblijną Towarzystwa Strażnica — Galaad. Jak widać, chłopiec ten nie potrzebował czekać do siedemnastu czy osiemnastu lat, by stać się „dobrym żołnierzem Chrystusa Jezusa”. Chociaż jego przeżycia są pod wieloma względami nieprzeciętne, to jednak wiadomości o tym, że dzieci w jego wieku mogą być dobrymi żołnierzami Chrystusa Jezusa, często ukazują się w poszczególnych wydaniach Rocznika Świadków Jehowy lub Służby Królestwa.
POJĘTNOŚĆ DZIECI
Faktem jest, że dorośli długo nie doceniali zdolności ani pędu małych dzieci do nauki, ich zamiłowania do zdobycia wiedzy. Warto w tym miejscu przytoczyć na przykład wyniki badań socjologów: Wanna, Dorna i Liddle’a, opublikowane w książce Fostering Intellectual Development (Wspomaganie rozwoju umysłowego), wydanej w roku 1963. Uczeni ci po przeprowadzeniu rozmów z kilkoma setkami dzieci w wieku przedszkolnym stwierdzili:
„Zasięg i głębia wiadomości oraz ogólnej orientacji u tych trzy-, cztero- i pięcioletnich dzieci znacznie przekraczały nasze przewidywania. (...) Zaraz na początku badań stało się rzeczą jasną, że te dzieci mają w swoim zakresie wprost wszechstronne zainteresowania. (...) Wszakże choć już same wiadomości tych małych dzieci były imponująco obszerne, to jeszcze większe wrażenie wywoływały sposoby, jakimi próbowały sprawdzić i spożytkować osiągniętą wiedzę. Wiadomości były dla nich jakby surowcem budowlanym, materiałem do rozmyślań i wysnuwania wniosków. (...) Starały się kojarzyć pojęcia, zrozumieć związki łączące przyczyny i skutki”. Charakterystyczne było pytanie pewnego czterolatka, które zadał, ujrzawszy po raz pierwszy pracę wielkiej koparki parowej: „Tatusiu, a jaka maszyna zrobiła samą ziemię?”
Natomiast wyniki badań zespołu brytyjskich lekarzy, badań nad przyczynami i następstwami przedwczesnych porodów, podkreślają wielką rolę, jaką w rozwijaniu wielostronnych zdolności dziecka odgrywa serdeczna troska rodziców. Lekarze ci stwierdzili, że często podłożem przedwczesnego urodzenia dziecka były trudne warunki materialne matki. Początkowo również wydawało się, że przedwcześnie urodzone dzieci pozostają wyraźnie w tyle, jeśli chodzi o wyniki osiągane w nauce, lecz następnie wykryto, iż dzieje się tak jedynie dlatego, że owe rzekomo upośledzone dzieci pochodzą z domów, gdzie bardzo mało zaznały matczynej opieki i gdzie rodzice niewiele się interesowali postępami swych dzieci w szkole. Stwierdzono, że dzieci urodzone przedwcześnie niczym nie różniły się od kolegów szkolnych urodzonych we właściwym czasie, jeśli były otaczane opieką macierzyńską i jeśli rodzice byli zainteresowani ich postępami.
Badania tego rodzaju potwierdzają fakt, że dzieci można ćwiczyć na dobrych żołnierzy Chrystusa, zanim osiągną pełnoletność. Ale nie należy się spodziewać pożądanych wyników bez odpowiedniej, czułej troski ze strony rodziców, co z kolei uwydatnia potrzebę wczesnego przystępowania do nauczania dzieci o Bogu i Biblii. Kiedy należy się do tego zabierać? Po prostu jak najwcześniej. Osoby zajmujące się postępami dzieci w nauce czytania radzą na przykład, żeby matki zaczynały czytać swym dzieciom co najmniej w wieku dwóch lat i by to potem weszło w stały zwyczaj. W tym miejscu przypominają się słowa nakazu podanego przez Mojżesza ojcom w Izraelu: „Miłuj Jehowę, Boga twego, całym swoim sercem i całą swoją duszą, i całą swą siłą żywotną. A te słowa, które tobie dzisiaj przykazuję, niech się pojawią na twym sercu; wpajaj je swemu synowi i rozmawiaj o nich, kiedy sobie będziesz siedział w domu i kiedy będziesz szedł drogą, i kładąc się, i wstawając”. Tak jest, nie wolno było pominąć żadnej sposobności do pouczenia dzieci hebrajskich o Bogu i Jego wymaganiach. — 5 Mojż. 6:5-7, NW.
Z tego, co apostoł Paweł po latach napisał do Tymoteusza, wynika jasno, że owego chrześcijańskiego ucznia od wczesnego dzieciństwa tak nauczała matka Eunika i babka Loida, gdyż ojciec jego był niewierzącym Grekiem: „Trwaj w tym, czego się nauczyłeś i w czym ci zawierzono, bo wiesz, od kogo się nauczyłeś, i ponieważ od lat niemowlęcych znasz Pisma święte, które mogą cię nauczyć mądrości ku zbawieniu przez wiarę w Chrystusie Jezusie”. Nie może więc być wątpliwości co do tego, że Tymoteusza pouczano o Bogu i Biblii od pierwszych lat życia. — 2 Tym. 3:14, 15, BT.
Zatem mądrzy rodzice chrześcijańscy wcześnie zaczną zaznajamiać swoje dzieci z prawdami biblijnymi. Skoro tylko będą zdolne rozumieć i wypowiadać słowa, można je pouczyć, że Bóg stworzył wszystkie rzeczy, że ma na imię Jehowa, że mieszka w niebiosach, że nie da się go zobaczyć okiem ludzkim, ale że dał nam świętą Księgę, która jest naszym przewodnikiem, mianowicie Biblię. W tym wypadku cenną pomocą do studium okaże się książka Od raju utraconego do raju odzyskanego. Inną znaczną pomocą w tym zakresie są chrześcijańskie pieśni zawarte w śpiewniku teokratycznym, o czym świadczą wypowiedzi wielu matek. Wymaga to pewnego wysiłku, lecz się na pewno opłaca; ileż radości daje obserwowanie, jak małe dzieci nabywają wiedzy i potrafią się nią posłużyć, wstępując na drogę naśladowania Chrystusa Jezusa!
KSZTAŁTOWANIE OSOBOWOŚCI RÓWNIEŻ ZACZYNA SIĘ WCZEŚNIE
Chcąc jednak wychować dziecko na dobrego żołnierza Chrystusa Jezusa, trzeba wziąć pod uwagę, że tak samo ważną, jeśli nie jeszcze ważniejszą jest rzeczą, by od najwcześniejszego dzieciństwa uczyć je słusznych zasad. Właściwie już od pierwszych tygodni i miesięcy życia dziecka matka wspomaga rozwój dziecięcej osobowości przez miłość i czułość, jaką obdarza swoje maleństwo. Niejaki dr S.F. Yolles pisze: „Psycholodzy i psychiatrzy wieku dziecięcego odkrywają nowe, zaskakujące fakty (...) Niemowlę jest bystro obserwującą i żywo reagującą istotą ludzką; posiada większą niż dotychczas przypuszczano zdolność do uczenia się już w bardzo wczesnym okresie życia; bardziej też jest już wtedy podatne na wpływy dobre lub złe, w zależności od zachowania się matki”.
W podobnym sensie wypowiada się dr Spock, najpopularniejszy amerykański pedagog i doradca wychowawców. Według niego skłonności dziecka w kierunku pożądanym lub zgubnym kształtują się już w wieku do trzech lat życia. „Cechy osobowości, które się wyraźnie krystalizują przed ukończeniem trzeciego roku, wchodzą w zakres ogólnej postawy człowieka, a więc na przykład: ufność w przeciwstawieniu do podejrzliwości, życzliwość bądź wrogość, optymizm lub pesymizm” i tak dalej. A niejaki Beniamin Fine, redaktor działu wychowania w gazecie New York Times, zamieścił w książce zatytułowanej 1 000 000 Delinquents (1 000 000 przestępców) następujące spostrzeżenie: „Pierwsze sześć lat odgrywa największą rolę w kształtowaniu się naszych charakterów”.
Powyższe harmonizuje ściśle z wynikami badań Sheldona i Eleonory Gluecków, którzy w Ameryce uchodzą za najwybitniejszych specjalistów w dziedzinie studiów nad przyczynami przestępczości wśród nieletnich. Stwierdzili oni, że przestępcy na ogół pochodzą z domów, gdzie było mało wyrozumienia, uczucia i siły moralnej, oraz że skłonności do przestępstwa „wydają się głęboko zakotwiczone w ciele i umyśle, przy czym w zasadzie te zniekształcenia osobowości (...) powstają w pierwszych kilku latach życia”.
W świetle tych faktów szczególnego znaczenia dla wszystkich matek nabierają słowa apostoła Pawła, skierowane do chrześcijan w Tesalonice. Apostoł ten pierwszy opowiedział dobrą nowinę Tesaloniczanom i dlatego można o nim powiedzieć, że wychował ich od duchowego niemowlęctwa. Wywiązał się z tego zadania tak znakomicie, że nabyli godnej uwagi siły do przetrwania prześladowań. A jaką metodę stosował Paweł? „Stanęliśmy wśród was pełni łagodności, jak matka, która otacza troskliwą opieką swe dzieci. Serca nasze przepełnia tak czuła miłość, że byliśmy gotowi dać wam nie tylko Ewangelię Bożą, lecz jeszcze życie własne. Tak drogimi staliście się nam”. Jakże słuszne są więc wytyczne biblijne określające sferę działania niewiasty, podług których powinna ona uwagę swą skupić przede wszystkim na wychowywaniu dzieci i czułym opiekowaniu się nimi! — 1 Tes. 2:7, 8, Kow.
Nie znaczy to bynajmniej, jakoby tylko matki obarczone były tym zadaniem, choć na pewno właśnie one częściej przebywają z dziećmi w bardzo przecież ważnym okresie przedszkolnym. Na ojcach obowiązek ten jednak spoczywa w niemniejszym stopniu, co wynika z tej samej wypowiedzi apostoła Pawła, ponieważ przyrównał tam swoją działalność również do postępowania ojca: „Każdego z was, niczym ojciec dzieci swoje, napominaliśmy (...), abyście prowadzili życie godne Boga” (1 Tes. 2:11, 12). Jak już wspomniano, Mojżesz poruczył ojcom pouczanie dzieci o Jehowie, a apostoł Paweł pisał im, by ‚wychowywali swe dzieci w karności i autorytatywnej radzie Jehowy’. Nie ma lepszej metody osiągania tego celu niż systematyczne prowadzenie przez ojca studium biblijnego z dziećmi. Każde z rodziców musi współpracować z drugim, dawać swój wkład zależnie od czasu i możliwości, jakimi dysponuje, przy czym zazwyczaj matka ma tych sposobności więcej, a za to poczynania ojca często mają większą wagę. Dlatego też czytamy: „Słuchaj, synu mój, ćwiczenia ojca twego, a nie opuszczaj nauki matki twojej”. — Efez. 6:4, NW; Przyp. 1:8.
Tak, jeśli rodzice dosyć wcześnie przystępują do pouczania dziecka, a potem właściwie kontynuują rozpoczęte dzieło, to już w młodym wieku dziecko sprawi im dużo radości i będzie jak najdalsze od kierowania się na drogę przestępczości, stanie się oddanym sługą Boga, i dowiedzie, że jest „dobrym żołnierzem Chrystusa Jezusa”.