BIBLIOTEKA INTERNETOWA Strażnicy
BIBLIOTEKA INTERNETOWA
Strażnicy
polski
  • BIBLIA
  • PUBLIKACJE
  • ZEBRANIA
  • w76/2 ss. 19-22
  • Głoszenie „dobrej nowiny” na mroźnej północy

Brak nagrań wideo wybranego fragmentu tekstu.

Niestety, nie udało się uruchomić tego pliku wideo.

  • Głoszenie „dobrej nowiny” na mroźnej północy
  • Strażnica Zwiastująca Królestwo Jehowy — 1976
  • Śródtytuły
  • „TRZEBA WSTĄPIĆ DO KAŻDEGO DOMU”
  • NIEKTÓRE TRUDNOŚCI
  • Z PRZECIWNIKÓW — GORLIWI SŁUDZY BOŻY
Strażnica Zwiastująca Królestwo Jehowy — 1976
w76/2 ss. 19-22

Głoszenie „dobrej nowiny” na mroźnej północy

„DZISIAJ temperatura wynosi 34 stopnie poniżej zera i wieje wiatr z szybkością 16 km na godzinę. Na organizm ludzki działa to tak, jak gdyby mróz był jeszcze o 8 stopni silniejszy” — donosił pewien świadek Jehowy działający na dalekiej północy, po czym dodał: „Głoszenie od domu do domu stanowiło dziś rano istną próbę sił”.

Na całej ziemi setki tysięcy świadków Jehowy regularnie głosi innym dobrą nowinę z Pisma Świętego, tak jak wspomniany kaznodzieja — i to nawet na mroźnej północy. Usilnie starają się dotrzeć do wszystkich ludzi, nie wyłączając miejsc położonych z dala od wszelkich szlaków.

W roku 1971 pewna grupa świadków Jehowy udała się do odległych wsi indiańskich, rozrzuconych po kanadyjskiej prowincji Manitoba. Członek tej grupy, Donald Anders, tak opowiada o warunkach, w jakich się znaleźli:

„Temperatura opada często aż do 40 stopni poniżej zera. Wiatr potrafi tak chłostać, że zanim się człowiek spostrzeże, już ma odmrożoną jakąś część twarzy. Czasem robi się tak mroźno, że w powietrzu zaczynają wirować kryształki lodu; jest ich tyle, że wskutek słabej widoczności nie mogą lądować samoloty. Na powiekach, nosie i ustach bardzo często pojawia się szron.

„Przy tak ostrym mrozie trzeba się odpowiednio ubrać. Musieliśmy zakładać ubiór chroniący od przenikliwego wiatru. Niekiedy można było u nas widzieć tylko oczy i usta. Inaczej człowiek by zginął”.

„TRZEBA WSTĄPIĆ DO KAŻDEGO DOMU”

Pewien świadek Jehowy z Alaski twierdzi: „Największą trudność podczas głoszenia ‚dobrej nowiny’ stanowią tu nie tyle temperatury poniżej zera, ile odległości między poszczególnymi osadami”. Do wielu osiedli można dotrzeć jedynie łodzią lub samolotem. Mimo to świadkowie Jehowy nie szczędzą trudu, by nawiązać kontakt z ludźmi żyjącymi na tych oddalonych terenach. Wyżej wymieniony kaznodzieja tak opisuje jedną z metod, które zastosowano w celu dotarcia do odludnych chat w podbiegunowej tundrze:

„Kiedy lecący samolotem świadkowie Jehowy dostrzegą pojedynczy domek, krążą nisko nad nim tak długo, aż na skutek warkotu silnika ukaże się mieszkaniec. Przy następnym przelocie nad domem rzucają niewielką paczkę zawierającą literaturę biblijną i list, który wyjaśnia podstawowe prawdy biblijne. Tym sposobem nawet do tych odosobnionych miejsc świadkowie Jehowy starają się ‚zawitać’ z ‚dobrą nowiną’”.

Jeden ze starszych, który odwiedza zbory na północy Norwegii, opisuje, jakie podjęto wysiłki, aby się dostać do ludzi mieszkających tam w rozproszeniu. „Zbór w miejscowości Alta (ponad 320 km za kołem polarnym) napotkał pewne zainteresowanie w pięciu domach w Garkolobold, przysiółku położonym w szczerym polu. Aby tam się dostać, trzeba najpierw jechać 85 km samochodem do miejsca, gdzie się kończy droga, a następnie 35 km skuterem śnieżnym. U osób, które mieszkają bardzo daleko, często zatrzymujemy się dłużej, studiujemy kilka rozdziałów na raz i omawiamy różne pytania”.

Mattie Tiainen, kaznodzieja świadków Jehowy podróżujący po dalekiej północy Finlandii, opowiada jak tamtejsi świadkowie Jehowy starają się dotrzeć do ludzi na terenach oddalonych: „Niektórzy zabierają ze sobą do autobusu rower oraz narty i tak jadą ponad 100 kilometrów do odległych wsi, głosząc w drodze powrotnej. Narty są potrzebne w pracy wzdłuż bocznych, nieodśnieżonych dróg”.

Do niektórych domów mimo wszystko nie można się było dostać zimą, lecz porobiono dokładne notatki, aby wrócić tam latem. Właśnie w takim domu znajdującym się za rzeką, której nie sposób przebyć zimą, świadkowie Jehowy napotkali Kustaa Nurmelę z rodziną. Spokojny ten rolnik z ochotą zgodził się na studiowanie Biblii. Został świadkiem Jehowy i tak wychował swą rodzinę, że również służy Jehowie. Jakże szczęśliwy jest brat Nurmela, że świadkowie Jehowy nie przeoczyli jego oddalonego domu!

Brat Tiainen opowiada też o Kaisie Aho, kobiecie, która poznała obietnice biblijne, kiedy pewien świadek Jehowy wstąpił do jej leżącego na uboczu domu:

„Siostra Aho odwiedziła każdy dom w całej okolicy. Mąż jej, imieniem Veikko, pozwala jej od czasu do czasu wyjeżdżać w celu głoszenia po innych wioskach, niektórych bardzo odległych. Latem chodzi pieszo, a w zimie jeździ na nartach. Niekiedy siostra ta przebywa dziennie na nartach 20 do 30 kilometrów. W ciągu kilkudniowej podróży potrafi w sumie pokonać do 100 kilometrów drogi”.

Dlaczego dokłada takich starań, by dotrzeć do ludzi? Wyjaśnia to sama: „Trzeba wstąpić do każdego domu, bo właśnie w ten sposób odnaleziono mnie i męża”.

PRAGNĄ POZNAĆ PRAWDĘ BIBLIJNĄ

Wielu mieszkańców mroźnej północy to ludzie pokorni, którzy chętnie garną się do prawdy Bożej. Reagują życzliwie na wiadomość o tym, że na ziemi zostanie przywrócony raj. Aby jednak ci skromni ludzie zrozumieli, z jaką nowiną się do nich przychodzi, trzeba ją przedstawiać prostym językiem, często posługując się też przypowieściami i innymi porównaniami.

Dwaj kaznodzieje pełnoczasowi z Sept Iles w kanadyjskiej prowincji Quebec, Morris Charland i Bryce Smith, zarówno w roku 1972, jak i 1973 wyruszali latem, aby odwiedzić dwadzieścia siedem wsi leżących w północno-wschodniej części tej prowincji. Czy mieszkańcy tamtych okolic chętnie słuchali „dobrej nowiny” o Królestwie Bożym? Oto ich sprawozdanie:

„Wielu mieszkańców wsi nie zadowalało się jednorazowym wysłuchaniem orędzia. Szli za nami od drzwi do drzwi, aż się utworzył spory orszak. W jednym z domów zrobiło się tak ciasno, że ledwo mogłem się schylić, aby wydostać z teczki literaturę. Zebrało się tam co najmniej trzydzieści osób pragnących posłuchać wiadomości o Królestwie”.

W małej wiosce Shaktolik na Alasce pewien świadek Jehowy podszedł do starszego wiekiem Eskimosa, wybierającego się akurat na saniach motorowych po żonę i wnuków, którzy kilka kilometrów dalej łowili ryby. Dowiedziawszy się, jaki jest cel wizyty, posłał w zastępstwie syna, mówiąc: „To jest dla mnie zbyt ważne, żebym teraz wyjechał. Proszę, niech pan wejdzie i opowie mi o tym wszystko po kolei”. Wkrótce przybyła żona i także ucieszyła się bardzo, słysząc pokrzepiające obietnice biblijne. Kiedy brat zbierał się do wyjścia, podbiegli do drzwi i powiedzieli: „Nie, niech pan jeszcze nie odchodzi. Chcemy o tym usłyszeć wszystko, co pan wie!”

Czasem wystarczą jedne odwiedziny świadków Jehowy, aby rozniecić zainteresowanie u człowieka miłującego prawdę. W roku 1972 w północnej Norwegii wręczono książkę „Sprawy, w których u Boga kłamstwo jest niemożliwe” młodemu założycielowi grupy muzycznej uprawiającej styl „pop”. Po przeczytaniu książki zwrócił się on do tamtejszego biura oddziału Towarzystwa Strażnica z prośbą o dalsze informacje. Posłano mu adres pewnego starszego z miejscowości Bodo, a wtedy poświęcił aż pół dnia na dostanie się do niego, aby uzyskać odpowiedzi na dalsze pytania. Całą kilkugodzinną rozmowę nagrał na taśmę magnetofonową w celu późniejszego odtwarzania. Wkrótce potem rozwiązał zespół, wystąpił z kościoła, jak również zrezygnował z przynależności do pewnej partii politycznej. W czerwcu 1972 roku, zaledwie kilka miesięcy po pierwszym zetknięciu się z prawdą, ów młody człowiek dał się ochrzcić jako świadek Jehowy.

NIEKTÓRE TRUDNOŚCI

Większość rodowitych mieszkańców mroźnej północy jest przychylnie usposobiona wobec prawdy biblijnej i słucha jej z zadowoleniem. Niemniej jednak ogłaszanie „dobrej nowiny” na tych terenach napotyka też pewne trudności. Tamtejsi ludzie są często bardzo nieśmiali, co nie ułatwia dostrzeżenia prawdziwego zainteresowania. W związku z tym też nierzadko ociągają się z dokonywaniem w swym życiu zmian, aby nie różnić się niczym od swych sąsiadów.

Niekiedy kłopot sprawiają również uprzedzenia religijne. Pewien duchowny w północnej Finlandii zamieścił na łamach jednego z czasopism artykuł pt. „Plaga jehowitów w Pudasjarvi”. Między innymi oskarżył ich fałszywie o szerzenie poglądów ateistycznych. Wskutek tej akcji dwóch świadków Jehowy działających na tym terenie musiało ponad rok szukać stałej kwatery. W innym wypadku pewien przedsiębiorca otrzymał trzy publiczne ostrzeżenia i został w końcu wykluczony ze swego kościoła za to, że „pozwala świadkom Jehowy organizować zebrania w pomieszczeniach należących do jego zakładu”. Mimo pewnego sprzeciwu „wszyscy ludzie na tamtych terenach usłyszeli ‚dobrą nowinę’ o Królestwie Bożym”, jak o tym czytamy w niedawno nadesłanym liście z biura oddziału Towarzystwa Strażnica w Finlandii.

Z PRZECIWNIKÓW — GORLIWI SŁUDZY BOŻY

Ale nawet tam, gdzie występuje sprzeciw, „dobra nowina” potrafi znaleźć drogę do czułych serc. Co więcej, niektórzy dawni przeciwnicy są dziś gorliwymi świadkami Jehowy. Na przykład we wschodniej części prowincji Quebec świadek Jehowy wstąpił do młodego, żonatego mężczyzny, który był z początku wrogo usposobiony i zarzucał świadkowi, iż usiłuje namawiać go do „sprzedania swojej religii”. Kiedy mu wyjaśniono, że sam Jezus głosił, wędrując „przez miasta i wsie”, przyjął egzemplarz książki Prawda, która prowadzi do życia wiecznego (Łuk. 8:1; 13:22). Przeczytał ją w ciągu jednej nocy, a następnie zaproponował spotkanie z miejscowym księdzem katolickim. Oto, jaki był przebieg spotkania:

„Ksiądz był bardzo uprzejmy. Skierowałem rozmowę na tematy, o których wiedziałem, że interesują tego młodego człowieka, a wśród nich na naukę o trójcy. Ksiądz zgadzał się za każdym razem z Biblią i zadawał wiele pytań. Nie będąc w stanie dłużej nad sobą zapanować, młodzieniec nalegał, żeby ksiądz się bronił. ‚Bronić siebie?’ — odrzekł ksiądz. ‚Szukam prawdy, tak samo jak pan!’

„Następnego dnia rano ksiądz oznajmił podczas mszy, że jeżeli ktoś pragnie poznać Biblię, powinien porozmawiać ze świadkami Jehowy. Byłem bardzo zaskoczony, gdy po paru miesiącach się dowiedziałem, że ów młody człowiek całym sercem przyjął prawdę biblijną i nawet z własnej inicjatywy chodził od domu do domu, aby ją opowiedzieć sąsiadom. Nie wiem, co się stało z księdzem, gdyż wkrótce po naszej rozmowie został przeniesiony gdzie indziej”.

W innym wypadku świadkowie Jehowy spotkali człowieka, który opuścił swój dom w południowej Kanadzie i wyruszył na północ w poszukiwaniu prawdziwego braterstwa oraz szczęścia wśród Indian. Początkowo człowiek ten nastrojony był wrogo. Później jednak przeczytał w Strażnicy artykuł zatytułowany: „Jak dobra nowina jednoczy ludzkość”. Zawarte tam informacje wywarły na nim takie wrażenie, że poprosił o prowadzenie domowego studium Biblii. Po kilku miesiącach został ochrzczony, a wkrótce potem ten dawny przeciwnik podjął pełnoczasowe głoszenie „dobrej nowiny”. Jak zapatrywał się na poznaną prawdę biblijną? Wyraził to następującymi słowami: „Wszystko, czego szukałem — jedność, pokój, prawdziwą chrześcijańską miłość między ludźmi wszystkich ras i nadzieję ujrzenia świata oczyszczonego z niesprawiedliwości — znalazłem w Słowie i ziemskiej organizacji Jehowy”.

Tak jak przepowiedział Jezus, dobra nowina jest głoszona po całej zamieszkanej ziemi — nawet na skąpo zaludnionych obszarach mroźnej północy.

    Publikacje w języku polskim (1960-2026)
    Wyloguj
    Zaloguj
    • polski
    • Udostępnij
    • Ustawienia
    • Copyright © 2026 Watch Tower Bible and Tract Society of Pennsylvania
    • Warunki użytkowania
    • Polityka prywatności
    • Ustawienia prywatności
    • JW.ORG
    • Zaloguj
    Udostępnij