Kaznodzieje pełnoczasowi w Korei
DOBRZE prezentujący się mężczyzna podchodzi do bramy ogrodzenia, za którym widać koreański dom mieszkalny. Rozgląda się za dzwonkiem. Naciskając guzik zerka zarazem na tabliczkę z nazwiskiem i stwierdza, że właściciel domu nazywa się Kim. Zza bramy odzywa się pomoc domowa, a wtedy przybysz zapytuje, czy zastał pana Kima. Ostrożnie otwierają się drzwiczki umieszczone w dużej bramie. Ponieważ gość wygląda na nauczyciela lub kogoś równie przyzwoitego, służąca wpuszcza go do środka. Gość pochyla się nisko, aby przejść przez tę furtkę. Pozdrawia gospodarza domu, przedstawia się jako kaznodzieja i prezentuje swe orędzie biblijne. Należy do sporej, liczącej ponad tysiąc osób rzeszy pełnoczasowych kaznodziejów z ramienia świadków Jehowy w Korei Południowej.
W Korei wysoki procent świadków Jehowy zajmuje się pełnoczasowo służbą kaznodziejską. Są tacy, co na publiczne nauczanie Biblii poświęcają od 75 do 100 godzin w miesiącu, który specjalnie na to przeznaczyli; inni jako stali kaznodzieje pionierscy spędzają w tej działalności co miesiąc 100 lub więcej godzin; a jeszcze inni — pionierzy specjalni — pracują po 150 godzin. Dwa lata temu przeciętnie co miesiąc głosiły w ten sposób ewangelię 1304 osoby. W ubiegłym roku została w styczniu osiągnięta nowa najwyższa liczba 2326 pełnoczasowych kaznodziejów spośród 11 380 świadków Jehowy, którzy w ciągu tego miesiąca byli czynni w służbie Bożej.
Co skłania tych mężczyzn i te niewiasty do dobrowolnego udzielania się w służbie swego Stwórcy? Pobudza ich do tego pragnienie spełniania zlecenia, jakie Jezus Chrystus dał swoim uczniom, gdy powiedział: „Idźcie więc i czyńcie uczniów z ludzi wszystkich narodów”. — Mat. 28:19, NW.
SKĄD SIĘ WYWODZĄ
Koreańscy kaznodzieje pełnoczasowi wywodzą się z bardzo różnych środowisk. Niektórzy należeli do jakiejś sekty chrześcijaństwa, ale większość pochodzi z rodzin oddanych pogańskiemu kultowi przodków. Po poznaniu prawdy Bożej chcieli pomagać innym do skorzystania z tej wolności, którą przynosi prawda biblijna.
Pewna rodzina na przykład, jak wiele innych, przybyła w charakterze uchodźców z północy kraju. Byli to buddyści uprawiający kult przodków. Wkrótce po wojnie koreańskiej matka zaczęła studiować Biblię ze świadkami Jehowy. A z czasem cała czteroosobowa rodzina podjęła pełnoczasowe głoszenie Słowa Bożego.
Oto młoda kobieta, która głosi Słowo Boże pełnoczasowo; pochodzi z rodziny, w której matka zajmuje się czarami. Ojciec też para się okultyzmem. Kiedy córka stała się chrześcijańskim świadkiem Jehowy rodzice ją prześladowali. Gdy została pełnoczasową głosicielką Słowa Bożego, wyrzucili ją z domu. Teraz spędza czas na pomaganiu innym, aby się uwolnili od przesądu i religii fałszywej.
Pewien młody mężczyzna z wyspy Czedżu w pobliżu południowego wybrzeża Korei jest jedynym chrześcijaninem w swej rodzinie. Jako najstarszy syn miał zgodnie z tradycją obowiązek przewodniczenia rodzeństwu w kulcie przodków. Jemu też miała przypaść w udziale główna część dziedzictwa. Ten młody mężczyzna postanowił jednak zostać pełnoczasowym sługą Jehowy Boga. Za tę decyzję oraz z powodu uchylania się od czczenia swych przodków został dotkliwie pobity, wyrzucony z domu i wydziedziczony. Rodzina sądziła, że on porzuci swą wiarę. Ale tak się nie stało; nadal wiernie pracuje pełnoczasowo w służbie Jehowy. Są natomiast oznaki, że rodzina złagodziła swój stosunek do niego.
Przed poznaniem prawdy Bożej jeden z tych pełnoczasowych kaznodziejów walczył przeciw japońskiej okupacji w Korei. Był też kiedyś mistrzem w walkach dżudo. Znajomi pytają go, dlaczego tak gorliwie pracuje w służbie kaznodziejskiej. Odpowiada, że poprzednio też z zapałem oddawał się sprawom, które mu nie dały prawdziwego zadowolenia. Teraz ma realną nadzieję na przyszłość, a jego praca przynosi rzeczywisty pożytek jemu samemu i tym, którzy go słuchają.
MUSIELI DOKONAĆ ZMIAN W SWYM ŻYCIU
Tamtejsi kaznodzieje pełnoczasowi nie spędzają czasu w służbie Bożej tylko dlatego, że nie mają nic innego do roboty. Przed niejednym z nich ścieliła się droga do świetnej kariery, niejeden miał wysoko poważane stanowisko. Niemniej dokonali zmian w swym trybie życia, aby pełnoczasowo wykonywać dzieło Boże. Na przykład pewien młody kaznodzieja na wyspie Czedżu miał dobrze płatną posadę urzędnika w miejscowym urzędzie państwowym. Chcąc być pełnoczasowym kaznodzieją, postanowił dokonać u siebie zmiany i porzucić pracę świecką. Próbował składać rezygnację. Dwukrotnie odrzucono jego prośbę o zwolnienie. Koledzy wywierali nacisk na jego niewierzącą matkę, aby go odwiodła od zrezygnowania z kariery, o jakiej na próżno marzyła większość innych młodych ludzi. Ale jego decyzja była nieodwołalna. Wysłał trzeci raz wymówienie i nie czekał, czy zostanie przyjęte, tylko obszedł kolejno swych współpracowników, aby się z nimi pożegnać. Teraz jest szczęśliwy, pracując jako pionier specjalny.
Dokonanie niezbędnych zmian, które by umożliwiły pełny udział w głoszeniu Słowa Bożego, wymaga niemałej wiary, starań i wytrwałości. Zwróć uwagę na przykład, jaki dała żona pewnego doktora medycyny (ateisty), matka czworga dzieci. Tak zreorganizowała swoje życie, żeby każdego miesiąca mogła spędzać sto godzin w dziele kaznodziejskim. Jest dyplomowaną pielęgniarką, lecz teraz zajmuje się duchowym leczeniem przy użyciu „zdrowej nauki” Biblii (2 Tym. 1:13). Początkowy sprzeciw męża nie załamał jej; potrafiła sprostać wszystkim zadaniom domagającym się jej czasu i uwagi: troszczy się o czworo dzieci, męża i spełnia prace domowe, a także w pełni wywiązuje się z przyjętych obowiązków w dziele głoszenia.
Niektórzy, chcąc stać się pełnoczasowymi kaznodziejami, musieli dokonać wielkich zmian w swym życiu, aby odpowiadało wysokim biblijnym miernikom moralności. Weźmy na przykład pod uwagę pewnego kaznodzieję, który pełni swoją służbę w jednej z małych wiosek koreańskich. Uważano go za najsilniejszego wieśniaka w okolicy, który potrafił się zdobyć na większy wysiłek fizyczny niż sąsiedzi, aby osiągnąć dodatkowy dochód. Był jednak też znanym pijakiem. Kiedy poznał prawdę biblijną, zaczął się zmieniać. Przeobraził cały swój tryb życia, do tego stopnia, że porzucił również tak ulubione hulanki. Podjął służbę pełnoczasową i pomógł zorganizować zbór chrześcijański, którego trzonem stała się jego własna rodzina.
Z CZEGO SIĘ UTRZYMUJĄ
Kwestia utrzymania może być w pełnoczasowej służbie kaznodziejskiej istotnym problemem. Wielki procent bezrobotnych sprawia, że trudno znaleźć gdzieś pracę półetatową. Jak pokonują tę trudność? Oto kilka przykładów:
Pewien świadek Jehowy mieszkający na wsi uprawia tam rolę, by zaspokoić materialne potrzeby swej rodziny. Mądrze spożytkowując pozostały czas jest w stanie spędzić co najmniej sto godzin w służbie kaznodziejskiej. Oczywiście współpracuje z nim cała rodzina. Na przykład sześć miesięcy przed wielkim kongresem świadków Jehowy kupili kilka cieląt. Podtuczyli je i potem sprzedali tuż przed zgromadzeniem, aby zdobyć fundusz na zapłacenie wydatków związanych z podróżą.
Jest również kaznodzieja, który utrzymuje swą rodzinę, pracując w szkole jako nauczyciel. Z czasu, jaki mu pozostaje po południu, wieczorami oraz w soboty i niedziele, spędza każdego miesiąca sto godzin na głoszeniu o Królestwie Bożym.
Inny świadek Jehowy utrzymuje się wraz z żoną, pracując jako artysta malarz, chociaż pierwszeństwo daje służbie kaznodziejskiej. Rano zajmuje się służbą kaznodziejską, po południu sprzedaje swe obrazy w sklepach z dziełami sztuki, a wieczorami maluje. Jest to napięty plan zajęć, ale konsekwentnie wprowadzony w życie.
Kaznodzieja przewodniczący zborowi położonemu w pobliżu strefy zdemilitaryzowanej, oddzielającej Koreę Południową od Północnej, chciałby być stałym głosicielem pełnoczasowym. Zamiast tego jednak razem z żoną poprzestaje na okresowym służeniu jako pełnoczasowi kaznodzieje: on w jednym miesiącu, a żona w następnym, i tak na przemian przez cały rok. Podczas gdy jedno z nich pełni służbę kaznodziejską, drugie zajmuje się dziećmi i prowadzi niewielki sklepik.
KAZNODZIEJE W RÓŻNYM WIEKU PRZYCZYNIAJĄ SIĘ DO WZROSTU
Ci pełnoczasowi kaznodzieje Słowa Bożego to ludzie w różnym wieku; są wśród nich nawet babcie. Jedna z nich, zanim w pięćdziesiątym ósmym roku życia poznała prawdę Bożą, nie miała żadnej innej nadziei, jak tylko — zgodnie z jej własnymi słowami — bawić wnuki i czekać na śmierć. Przez trzydzieści lat była prezbiterianką, ale nie dawało jej to prawdziwej nadziei na przyszłość. Jakaż zmiana nastąpiła w jej życiu, odkąd została świadkiem Jehowy! Zgłosiła się do pełnoczasowej służby pionierskiej. Teraz ma siedemdziesiąt jeden lat, a dziesiątkom ludzi zdążyła pomóc do poznania prawdy biblijnej. W młodości chorowała na paraliż dziecięcy, i do tej pory chodzenie sprawia jej pewne trudności. Mimo to w ubiegłym roku pracowała w służbie kaznodziejskiej każdego miesiąca przeciętnie po 130 godzin, prowadząc co tydzień domowe studia biblijne z dwunastoma grupami ludzi zainteresowanych i rozpowszechniając po domach co miesiąc sporo ponad 100 czasopism treści biblijnej. Na ostatnim zgromadzeniu ochrzczono trzynastu jej wychowanków. Zawsze jest uśmiechnięta i rześka, dodaje otuchy wszystkim, wśród których się obraca.
Innym pełnoczasowym kaznodzieją Słowa Bożego jest w Korei siedemdziesięcioletnia babcia. W służbie pełnoczasowej trwa już niemal dwadzieścia lat. Kiedy ją zapytano, ilu osobom pomogła stać się oddanymi Bogu chrześcijanami, odpowiedziała, że liczba ich na pewno przekracza sto. Wydaje się, że wszędzie, gdzie by się znalazła, spotyka ludzi, których można zaliczyć do owoców jej trudu; niezmiennie zwracają się do niej czułymi słowami, jak do swej cielesnej babki.
Dlaczego w Korei Południowej jest wśród świadków Jehowy tak dużo pełnoczasowych kaznodziejów? Jedna z przyczyn tkwi niewątpliwie w tym, że wielu rodziców chrześcijańskich wszczepia swym dzieciom pragnienie tej służby. Weźmy pod uwagę przykład nadzorcy jednego z pięćdziesięciu dwóch zborów, jakie działają w Seulu. Razem z żoną byli przez szereg lat sławnymi piosenkarzami. Była to rodzina buddystów, czcicieli przodków. Zachęcali swe dzieci do robienia postępów w służbie kaznodziejskiej. Teraz z radością spoglądają na swe dwie najstarsze córki, pionierki specjalne, i na syna, który jest w stałej służbie pełnoczasowej.
Wszyscy ci będący w różnym wieku kaznodzieje pełnoczasowi w niemałym stopniu przyczynili się w ostatnich latach do znacznego rozrostu szeregów świadków Jehowy w Korei. Na przykład sześć lat temu w Korei Południowej było 5936 aktywnych świadków Jehowy. Teraz ta liczba jest przeszło dwukrotnie większa i wynosi 12 267!
Pochodzący z różnych środowisk i reprezentujący różne grupy wieku koreańscy kaznodzieje pełnoczasowi z wielką szczerością i uczuciem odnoszą się do tych, których uczą o Biblii. A pomaganie innym w tym duchu do służenia swemu Stwórcy jako uczniowie Jezusa Chrystusa spotyka się z żywym oddźwiękiem.