Dobra nowina w sercu Afryki
1 W samym sercu Afryki, zaledwie 9 stopni na południe od równika, leży Zambia (dawniej Rodezja Północna). Na 4 500 000 jej mieszkańców składają się 73 plemiona mówiące 30 różnymi dialektami. Z początkiem XIX wieku dotarli tu pierwsi misjonarze sekt nominalnego chrześcijaństwa razem z badaczami i poszukiwaczami skarbów. Nastał jednak czas, żeby i na „czarny ląd” dotarła prawda ze Słowa Bożego. Pierwsze publikacje Towarzystwa trafiły do Zambii w 1911 roku, a jednym z pierwszych ich czytelników był brat K. W. Mwanza. Żyje on do tej pory i chociaż ma już 85 lat, nadal głosi pełnoczasowo w swoje rodzinnej prowincji Isoka w północno zachodniej części kraju.
2 W tych wczesnych latach dzieło głoszenia dobrej nowiny o Królestwie napotykało wściekły opór ze strony duchownych nominalnego chrześcijaństwa. Mimo to wiele ludzi zaczęło się interesować prawdą. Zdarzało się więc, że miejsca zgromadzeń nachodzili żołnierze nasłani przez miejscową administrację brytyjską i wodzów plemiennych, aby wyłapać przywódców. Niekiedy kończyło się to pobiciem oraz konfiskatą Biblii względnie uwięzieniem.
3 Szerzenia się prawdy nie da się jednak powstrzymać. Wkrótce przybył do Zambii niejaki Saimoni, który posiadał Biblię Bereańską (wydaną przez Towarzystwo Strażnica i zaopatrzoną w komentarze do każdego wersetu). Zaczął on pracować w sklepie w Broken Hill. Tam świadczył o prawdzie swemu współpracownikowi, wyznawcy tak zwanego wolnego kościoła. Wkrótce Harrison Nyendwa, bo tak się nazywał, rzucił pracę zawodową, by wrócić do rodzinnej prowincji Serenje i głosić tam poznane prawdy ze Słowa Bożego. Był on synem Mailo, jednego ze starszych wodzów plemiennych tej prowincji. Trzeba zaznaczyć, że cała ta prowincja była wówczas „zastrzeżona” wyłącznie dla kościoła szkockiego. Gdy sekty chrześcijaństwa zaczęły penetrować wnętrze Afryki, podzieliły ją między siebie ‛umownymi’ granicami i potem zazdrośnie strzeżono tych terytoriów przed „intruzami”. Stąd Harrison dokonał wręcz „świętokradczej inwazji” na ich tereny, gdy zaczął głosić „nową wiarę”. Był aresztowany, bity i więziony. W tych czasach nawet w Afryce kościół i państwo ściśle współdziałały ze sobą w przeciwstawianiu się dobrej nowinie o Królestwie.
4 W roku 1924 udał się tam przedstawiciel Towarzystwa, by ująć tę działalność w ramy organizacyjne. Było dużo do zrobienia. Trzeba było kłaść duży nacisk na czystość moralną. W tym czasie bowiem niemoralność, wymiana żon itp. były tam na porządku dziennym. W latach 1925 i 1926 pojawił się w Afryce nowy ruch religijny, który wrogowie usiłowali kojarzyć z działalnością świadków Jehowy. Był to fanatyzm religijny Tomosiyo Mwana Lesa (co znaczy: „Ja Tomasz, Syn Boży”), znany z urządzania morderczych chrztów w prowincji Mkushi. Wiadomo jednak, że chrzest udzielany przez świadków Jehowy jest tylko pierwszym krokiem na drodze do życia wypełnionego oddaniem się na służbę dla Jehowy.
5 W roku 1935 u brzegów rzeki w dolinie Ngwerere odbyło się pierwsze w Zambii trzydniowe zgromadzenie naszych braci. Przewodniczył mu brat Manasse Nkhoma, wysłannik biura oddziału z Cape Town (czyt. kejp taun). Było to radosne spotkanie, które zbudowało i zachęciło wszystkich do dalszego niezłomnego trwania w prawdzie. Wkrótce miała rozgorzeć fala prześladowania. Gdy wkrótce potem wybuchły rozruchy wśród górników zagłębia miedziowego, wrogowie natychmiast wskazali na zgromadzenie braci w Ngwerere. Nastąpiły aresztowania. Zakazano dwadzieścia publikacji Towarzystwa. Postępowanie wyjaśniające wykazało, że oskarżenie świadków Jehowy było wynikiem zmowy duchownych. Już w roku 1924 jeden z „wielebnych” na konferencji sekt chrześcijaństwa rzucił oskarżenie, że publikacje Towarzystwa zawierają „propagandę docierającą do Afryki z Rosji”.
6 Jednakże Jehowa błogosławił swemu ludowi. W roku 1943 było tam 2784 głosicieli, a w 1948 już 11 606. Wtedy przybyli do Zambii pierwsi absolwenci szkoły Gilead. Odwiedzili ten kraj bracia Knorr i Henschel. Zbory nie tylko zajmowały się głoszeniem, ale też działalnością oświatową. Uczono braci czytać i pisać. W roku 1970 na 50 000 głosicieli ponad 36 000 umiało czytać, a ponad 32 000 potrafiło pisać, podczas gdy prawie połowa ludności tego kraju to analfabeci. Pastwiska sekt chrześcijaństwa wydatnie się skurczyły. Ian Cunnison w książce Zgromadzenie Strażnicy w Afryce Centralnej napisał: „W dolinie Luapula „Strażnica” ma więcej zwolenników niż wszystkie inne misje razem wzięte. Oceniam, że przeszło połowa tych, którzy w tym rejonie uważają się za chrześcijan, to zwolennicy „Strażnicy”, że Bractwo z Plymouth w Johnston Falls i Kawambwa oraz Londyńskie Towarzystwo Misyjne w Mbereshi założono przed 50 laty, a Biali Ojcowie z Lufubu działają już 20 lat. A więc ponad połowa zwolenników „Strażnicy” należała kiedyś do innych misji”.
7 Tak opisuje rozwój dzieła obwieszczania dobrej nowiny o Królestwie Bożym w Zambii Rocznik świadków Jehowy na rok 1972. Dzisiaj w Afryce jest ponad ćwierć miliona gorliwych czcicieli Jehowy. Stanowi to dowód, że „wielka rzesza” miała naprawdę pochodzić ze wszystkich ras, narodów, języków i plemion. Nasi bracia w „Czarnej Afryce” nadal z płomienną gorliwością biorą udział w zleconej im przez Jehowę misji obwieszczania Jego zamysłu często w obliczu jakże zaciekłego prześladowania ze strony wrogów prawdy.