Wszyscy chrześcijanie powinni być nauczycielami
W ZBORZE pierwszych chrześcijan było niewielu nauczycieli, niemniej wszystkich jego członków zachęcano do tego, by posiedli umiejętność pouczania o swych wierzeniach innych ludzi — co najmniej prywatnie. Zwrócono na to uwagę chrześcijanom pochodzenia hebrajskiego: „Chociaż ze względu na czas doprawdy powinniście być nauczycielami, wy znowu potrzebujecie kogoś, kto by was od początku uczył elementarnych rzeczy ze świętych oświadczeń Bożych”. Ponieważ Żydzi pierwsi usłyszeli dobrą nowinę o Chrystusie, powinni byli dawać przykład chrześcijańskiej dojrzałości i umiejętności pouczania innych, tymczasem byli duchowymi niemowlętami (Hebrajczyków 5:12 do 6:2). Natchniony pisarz najwyraźniej mówi tu o nauczaniu w sensie ogólnym, nie zaś o stanowisku nauczyciela, wiążącym się z zamianowaniem. Nieco przypomina to wzmiankę apostoła o Żydzie, który na podstawie swej wiedzy uważa siebie za ‛człowieka korygującego nierozsądnych, nauczyciela niemowląt’ (Rzymian 2:17-20). Paweł wykazał jednak, że jeśli takie pouczenia mają przynieść chwałę Bogu, człowiek ich udzielający musi zharmonizować z nimi własne życie (Rzymian 2:21-24).
Chrześcijanie mogą się też uczyć od siebie nawzajem. Na przykład młodsze kobiety mogą być pouczane przez starsze niewiasty, „aby kochały swych mężów, aby kochały swe dzieci, aby były trzeźwego umysłu, nieskalanie czyste, aby pracowały w domu, były dobre, podporządkowane swym mężom, tak by o słowie Bożym nie mówiono obelżywie”. Takie pouczanie na osobności przynosiło rezultaty wtedy, gdy było poparte dobrym przykładem (Tytusa 2:3-5; porównaj 2 Tymoteusza 1:5; 3:14, 15).