Niezbity dowód
„Po latach wyniosłego agnostycyzmu naukowcy ponownie, choć z ociąganiem, zaczynają uwzględniać Boga”, pisze felietonista Pete McMartin w kanadyjskiej gazecie The Vancouver Sun. Wprawdzie religia i nauka przez całe wieki toczyły między sobą spór, ale „teraz po prostu się to zmieniło”, oświadcza Wasley Krogdahl, były profesor astronomii i fizyki z Uniwersytetu Kentucky. Dodaje on: „Kosmologia dobitnie wykazała, że wszechświat miał początek, a to sugeruje istnienie jakiegoś stwórcy” (The State Journal — Register, Springfield, USA).
Co najmniej część naukowców poddaje rewizji swoje poglądy na pochodzenie wszechświata. Dlaczego? „Wszechświat wydaje się dziś o wiele bardziej logiczny niż jeszcze 50 lat temu”, wyjaśnia astronom Krogdahl. W ciągu ostatnich 25 lat dzięki skonstruowaniu bardzo czułych przyrządów odkryto kwazary, pulsary i gwiazdy neutronowe. Krogdahl przyznał, że w miarę rozwijania się wiedzy o wszechświecie przybywa też dowodów na istnienie Boga. Dowody takie sprawiają, że — jak powiedział — „ateistom pali się grunt pod nogami”.
A przecież to, co umysły naukowców zaakceptowały dopiero po latach gruntownych studiów i dociekań, ludzie zgłębiający Biblię wiedzą od stuleci. „To bowiem, co było w Nim [w Stwórcy] niewidzialne, mianowicie wieczna Jego moc i bóstwo, stało się od początku świata poznawalne dzięki dziełu stworzenia” (Rzym. 1:20, Biblia poznańska). Krótko mówiąc, niezbity dowód był dostępny zawsze.