Wyświadczania dobra trzeba się nauczyć
Dlaczego w Niemczech hitlerowskich niektórzy ryzykowali życie, aby ratować ludzi, którym groziły prześladowania lub śmierć, i nieśli im pomoc, podczas gdy inni, choć mieli takie możliwości, nie chcieli z nich korzystać? Odpowiedź na to pytanie usiłuje znaleźć zespół naukowców, którym kieruje dr Samuel Oliner, socjolog z Uniwersytetu Stanowego im. Humboltda w Arcata (stan Kalifornia). W gazecie „The New York Times” czytamy, że jak dotąd, badania „koncentrują się na takich przeżyciach z dzieciństwa, których wynikiem jest silniejsza skłonność do niesienia pomocy ludziom dotkniętym nieszczęściem, odzywająca się wiele lat później”.
Harmonizuje to z następującą wypowiedzią Ervina Stauba, psychologa z Uniwersytetu Stanu Massachusetts: „Najskuteczniej wpajają altruizm ci rodzice, którzy nad swymi dziećmi rozciągają ścisłą kontrolę. Troszczą się o nie, ale nie są pobłażliwi. Stanowczo i serdecznie działają perswazją. Uświadamiają dzieciom, jaki wpływ wywiera na drugich ich złe zachowanie, a jaki dobre. Aktywnie pobudzają je do dobrych uczynków, do dzielenia się z drugimi i spieszenia im z pomocą”.
Nie powinno więc dziwić, że rodziców poucza się, by wychowywali dzieci „w karności i podług wytycznych Jehowy”, ponieważ „kto czyni dobro, pochodzi od Boga” (Efez. 6:4; 3 Jana 11).