Czy Armagedon rozegra się na Bliskim Wschodzie?
„ARMAGEDON” — co znaczy to określenie biblijne? Serię pouczających artykułów na ten temat zamieszczamy w czterech kolejnych wydaniach Strażnicy — od numeru 13/CVI do 16/CVI. Mamy nadzieję, że te rozprawy biblijne pozwolą się zorientować, czym naprawdę będzie ARMAGEDON.
„DLA świata zbliża się pędem godzina ostatecznego starcia i w tej sytuacji miastem o kluczowym znaczeniu, które należy pilnie obserwować, nie jest już Nowy Jork, Moskwa, Paryż, Pekin ani Kair. Miastem tym jest Jerozolima!” Pogląd taki wyrazili teolodzy John F. i John E. Walvoordowie w książce pt. Armageddon, Oil and the Middle East Crisis (Armagedon, ropa naftowa a kryzys bliskowschodni).
Wiele ludzi istotnie z niepokojem obserwuje Jerozolimę i w ogóle cały ten udręczony rejon. Londyński Times twierdzi, że „Bliski Wschód wprawia świat w coraz większe przerażenie”. Niektórzy boją się, że niemal nieunikniona jest tam przyszła amerykańsko-radziecka konfrontacja. Do stycznia 1984 roku stosunki między rywalizującymi supermocarstwami tak się pogorszyły, że w piśmie Bulletin of the Atomic Scientists postanowiono przesunąć wskazówki słynnego „zegara zagłady” (który ma pokazywać jak blisko katastrofy nuklearnej znalazł się świat) na trzy minuty przed dwunastą. W biuletynie tym oświadczono: „Znaleźliśmy się zatem w złowróżbnym położeniu, u progu okresu konfrontacji; wszelkie formy dialogu między supermocarstwami zagrożone są użyciem bezwzględnej siły. Perspektywy są przerażające”.
Tymczasem coraz więcej fundamentalistycznych kaznodziejów, teologów i ewangelizatorów telewizyjnych wyraża zadowolenie z takiego obrotu sprawy. Wzrost napięcia na Bliskim Wschodzie pozornie potwierdza ich wstrząsające przepowiednie, jakoby już wkrótce w tamtym rejonie miał się rozegrać Armagedon! Przez podniesienie alarmu za pośrednictwem książek, wykładów i programów telewizyjnych zdołali zgromadzić wokół siebie sporo zwolenników.
Komentatorzy ci spierają się co do dokładnej kolejności wydarzeń, niemniej typowy „scenariusz Armagedonu” miałby według nich wyglądać następująco: Momentem, od którego należałoby odliczać czas dzielący świat od ostatecznej zagłady, było założenie państwa Izrael. Toteż ich zdaniem zbliża się tak zwane „pochwycenie”. Ma to oznaczać, że już niedługo prawdziwi chrześcijanie nagle znikną z ziemi i zostaną porwani do nieba. Nastąpi siedem lat „ucisku”, w którym — jak przepowiada wielu takich kaznodziejów — naród izraelski nawróci się na chrystianizm. Większa część ludzkości ulegnie jednak urokowi charyzmatycznego wodza („Antychrysta”), który stanie na czele koalicji dziesięciu narodów. Zwiąże się z nim rzekomo nawet Izrael. Potem jednak sprzymierzeni Arabowie z Rosjanami na czele mieliby dokonać niespodziewanego najazdu na Izrael. Według wspomnianych fundamentalistów Bóg cudownie powstrzyma ową inwazję. Mimo to wkrótce potem „Antychryst” przypuści inny atak, co rozpęta na Bliskim Wschodzie totalną wojnę, czyli Armagedon.
Być może dla niektórych osób brzmi to wszystko całkiem wiarogodnie. W końcu przecież Pismo Święte naprawdę przepowiada zgromadzenie narodów na wojnę w „Armagedonie” (Obj. 16:14-16, Biblia warszawska). Czy jednak rzeczywiście jest w nim powiedziane, że stanie się to na Bliskim Wschodzie? I jakie znaczenie ma miejsce rozegrania się tej bitwy?