Czyżby ekskomunika była przeżytkiem?
„Ekskomunika (...) nie wywołuje już takiego strachu i nie uchodzi za tak hańbiące piętno jak w dawnych czasach”, napisał felietonista Charles W. Bell na łamach „New York Sunday News”. Następnie dodał: „Kościół luterański w Ameryce (...) wykreślił słowo ‛ekskomunika’ ze swego regulaminu dla zborów”. „Jest to relikt przeszłości”, mówi Wolfe Kelman, przedstawiciel zgromadzenia konserwatywnych rabinów. Ksiądz Edwin E. O’Brien, kierownik wydziału informacji z archidiecezji nowojorskiej, wyjaśnił, że ekskomunikę „stosuje się rzadko i oszczędnie”. Toteż redaktor Bell doszedł do wniosku, iż „epoka wykluczania minęła, a wyjątek pod tym względem stanowią chyba tylko Świadkowie Jehowy i mormoni, gdyż u nich jest to dalej stosowane i traktowane poważnie”.
Współcześni przywódcy religijni wciąż jeszcze rozwadniają wskazówki biblijne, żeby nie stracić żadnego płacącego składki parafianina. Ponieważ dzisiejsze kościoły nie usuwają „kwasu”, więc cały „zaczyn” fermentuje. Właśnie dlatego apostoł zażądał od chrześcijan, aby ‛usunęli złego’ ze zboru korynckiego i ‛z takim nawet nie siadali wspólnie do posiłku’. Świadkowie Jehowy istotnie traktują poważnie sprawę wykluczania ze społeczności tych, którzy nie okazują skruchy, chociaż została im udzielona życzliwa pomoc (1 Kor. 5:6, 9-13, Biblia Tysiąclecia).