Żucie betelu a rak
Około 300 milionów ludzi — czyli prawie co dwunasty mieszkaniec ziemi — żuje betel. Towar ten, owoc palmy zwanej areką, króluje na placach targowych w całej południowej Azji i na przyległych wyspach. Jest to środek pobudzający, który żuje się na ogół z małą ilością wapna, a żującego można bez trudu poznać po obficie wydzielanej ceglastoczerwonej ślinie, zabarwiającej na pewien czas nawet wargi i zęby.
Świadkowie Jehowy zaliczają żucie betelu do nieczystych praktyk, które nie przystoją naśladowcom Jezusa Chrystusa, do nałogów tak samo niegodnych jak używanie tytoniu. Warto więc w związku z tym zwrócić uwagę na niedawne doniesienie z Papui (na Nowej Gwinei), z którego wynika, że władze zajmujące się tam ochroną zdrowia planują kampanię przeciw tej używce. Dlaczego? Ze względu na wysoki procent zachorowań na raka ust w tym kraju. Podobnie jak to się dzieje z tytoniem, władze nie zamierzają wydawać zakazu na tę używkę, gdyż według tej samej informacji „zbiory mają duże znaczenie ekonomiczne zarówno dla plantatora, jak i sprzedawcy”. Ileż prawdy mieści się w słowach z biblijnej Księgi Przysłów, że mądrość pochodząca od Boga ma większą wartość niż srebro i złoto, gdyż jej natchnione zasady potrafią się okazać „życiem dla tych, którzy je znajdują, i lekarstwem dla całego ich ciała”. — Prz. 3:13-18; 4:22, NP.