BIBLIOTEKA INTERNETOWA Strażnicy
BIBLIOTEKA INTERNETOWA
Strażnicy
polski
  • BIBLIA
  • PUBLIKACJE
  • ZEBRANIA
  • w76/24 ss. 19-21
  • Czy dopuszczasz do tego, by ktoś cię zgorszył?

Brak nagrań wideo wybranego fragmentu tekstu.

Niestety, nie udało się uruchomić tego pliku wideo.

  • Czy dopuszczasz do tego, by ktoś cię zgorszył?
  • Strażnica Zwiastująca Królestwo Jehowy — 1976
  • Podobne artykuły
  • Czy się zgorszyłeś czyimś postępowaniem?
    Strażnica Zwiastująca Królestwo Jehowy — 1972
  • „Unikajcie dawania powodów do potknięcia się”
    Strażnica Zwiastująca Królestwo Jehowy — 1963
  • Starannie unikaj potykania się oraz gorszenia innych
    Chrześcijańskie życie i służba — program zebrań — 2018
  • Miłość nie daje sposobności do zgorszenia
    Strażnica Zwiastująca Królestwo Jehowy — 1966
Zobacz więcej
Strażnica Zwiastująca Królestwo Jehowy — 1976
w76/24 ss. 19-21

Czy dopuszczasz do tego, by ktoś cię zgorszył?

POCHODZIŁ z Europy. Był człowiekiem ceniącym sobie uczciwość, skromnym i miłującym prawdę. Świadkowie Jehowy, którzy zaszli do jego mieszkania w Nowym Jorku, znaleźli uszy chętne ku słuchaniu tak u niego, jak i u jego żony. Wkrótce potem korzystali już oboje z cotygodniowego studium biblijnego, prowadzonego regularnie u nich w domu.

Ale potem stało się coś nieprzewidzianego. Ktoś uchodzący za Świadka Jehowy, dla kogo zresztą ten nowo zainteresowany mężczyzna żywił duży szacunek, popełnił ciężkie wykroczenie, wskutek czego został wykluczony ze zboru chrześcijańskiego. Mężczyzna ów do tego stopnia poczuł się zbity z tropu postępowaniem złoczyńcy, że stało się to dla niego kamieniem obrazy, o który się potknął; inaczej mówiąc zgorszył się i przestał studiować Biblię ze Świadkami Jehowy. Żona natomiast nadal studiowała Biblię, zgłosiła się do chrztu i tak wychowała dwóch synów, że obecnie, to znaczy po wielu latach, są obaj pełnoczasowymi głosicielami dobrej nowiny o Królestwie Bożym. Sama często przyłącza się do nich na miesiąc w tej radosnej, niezwykle cennej działalności głoszenia i nauczania z Biblii. Mąż jednak nadal zajmuje wyczekujące stanowisko i chociaż lubi towarzystwo Świadków Jehowy oraz od czasu do czasu przychodzi na zebrania, do dziś nie zdołał się otrząsnąć ze swego zgorszenia.

Jest to wzięty z życia przykład trafnie uwypuklający, do jakiej tragedii dochodzi, gdy pozwolimy, by nas drudzy zgorszyli. Pomyśl o tym. Zastanów się. Rozważ sprawę z różnych stron. Fakt przecież, że ktoś popełnił błąd, wielki czy mały, to jeszcze nie powód, żebyś ty postąpił wbrew rozsądkowi, nieprawdaż? Dlaczego miałbyś szkodzić samemu sobie tylko z tej racji, że ktoś inny uczynił coś, czym cię dotknął lub co ciebie razi?

Jezus Chrystus, Syn Boży, zostawił nam pod tym względem dobry przykład, jak zresztą jest dla nas wzorem i pod wieloma innymi względami (1 Piotra 2:21). Czy się obraził albo zgorszył dlatego, że jeden z jego apostołów — Judasz — okazał się zdrajcą, albo dlatego, że drugi z nich — Piotr — trzykrotnie wyparł się nawet znajomości z nim, lub dlatego, że wszyscy razem opuścili go w chwili niebezpieczeństwa? Czy tak postąpił? Jakież byłoby to niemądre! Nie tylko wyrządziłby tym niezmierną szkodę samemu sobie, ale też sprawie swego niebiańskiego Ojca i całej ludzkości!

Kiedy dopuszczamy do tego, by kimś się zgorszyć, wówczas od krzywdy, jaką tym wyrządzamy sobie i drugim, znacznie ważniejszy jest jeszcze fakt, że przestajemy spełniać to, co słuszne w oczach Bożych. „Powiedziano ci, człowiecze, co jest dobre. I czego żąda Jahwe od ciebie, jeśli nie pełnienia sprawiedliwości, umiłowania życzliwości i pokornego obcowania z Bogiem twoim?” Bez względu na to, co czyni lub czego nie czyni drugi człowiek, jego postawa nie stanowi dla nas usprawiedliwienia, którym byśmy mogli uzasadnić niespłacanie Bogu tego, czego On oczekuje od nas. — Mich. 6:8.

Można to zilustrować następującym przykładem: Mieszkańcy mają obowiązek przestrzegać praw swego kraju, wymagających między innymi płacenia podatków i stosowania się do przepisów ruchu drogowego. Załóżmy teraz, że któryś z obywateli zostaje oszukany, obrabowany albo w inny sposób poszkodowany przez współobywateli. Czy może mu to służyć za usprawiedliwienie naruszenia dowolnie przez niego wybranej ustawy tego kraju i uchylenia się na przykład od płacenia podatków bądź zlekceważenia przepisów drogowych? Część ludzi może byłaby dziś tego zdania, ale gdyby wszyscy tak postąpili, niewątpliwie zapanowałaby anarchia. Jedno z drugim nie ma przecież żadnego związku, toteż w niczym nie zmieniają się powinności ciążące na danym człowieku.

Obywatelowi pozostaje szukać zadośćuczynienia na drodze prawnej i spodziewać się, że władze ukarają złoczyńców, podczas gdy on sam nadal powinien przestrzegać praw kraju. Analogicznie stoją sprawy w naszych stosunkach z Bogiem, naszym Stworzycielem. Mamy obowiązek posłusznie trzymać się Jego przykazań i Jemu pozostawić sprawę pociągania do odpowiedzialności. Apostoł Paweł udzielił rady: „Umiłowani, nie wymierzajcie sami sobie sprawiedliwości, lecz pozostawcie to pomście Bożej. Napisano bowiem: ‛Do mnie należy pomsta. Ja wymierzę zapłatę’ — mówi Pan”. Jezus Chrystus podobnie zapewnia nas, że w słusznym czasie sam Bóg naprawi wszelkie zło; powiada: „Biada człowiekowi, przez którego dokonuje się zgorszenie”. — Rzym. 12:19; Mat. 18:7.

A teraz inna sprawa: Dopuszczenie do tego, żeby drudzy nas zgorszyli, świadczy o braku miłości. Zdradzamy tym sposobem, że nie miłujemy Boga ani tego, co dla nas uczynił. A czyż nie powinniśmy wysoko cenić wszystkiego, co On dla nas sprawił? Dał nam przecież życie i zaopatrzył w to wszystko, cokolwiek jest potrzebne do utrzymania się przy życiu! Pomyśl też o darze w postaci Jego jednorodzonego Syna, dzięki któremu możemy żywić nadzieję na uzyskanie życia wiecznego! (Jana 3:16). Doprawdy więc powinniśmy dokładać wszelkich starań, aby dowieść Bogu, że jesteśmy wdzięczni za rozliczne przejawy Jego serdecznej życzliwości!

Poza tym jeśli naprawdę miłujemy Boga i Jego prawo, to niczym nie będziemy się gorszyć. Napisano w Biblii: „Obfity pokój dla miłujących Twe Prawo, nie spotka ich żadne potknięcie”. — Ps. 119:165.

Często słowa lub czyny, które kogoś uraziły, nie są natury aż tak poważnej, żeby trzeba było brać pod uwagę wykluczenie ze zboru nierozważnej jednostki. Ostatecznie przecież — jak król Salomon powiedział w modlitwie podczas uroczystości otwarcia świątyni — „nie ma człowieka, który by nie grzeszył”. A co byłoby z każdym z nas, gdyby Bóg brał pod uwagę wszystkie nasze niedociągnięcia i błędy? Doprawdy, „jeśli zachowasz pamięć o grzechach, Jahwe, Panie, któż się ostoi?” — 1 Król. 8:46; Ps. 130:3.

Powinniśmy tak się zachowywać wobec drugich, jak chcielibyśmy, żeby z nami postąpił Bóg. Jeżeli dopuszczamy do tego, by drudzy nas zgorszyli, dajemy tym dowód, że im nie przebaczamy, a skoro nie przebaczamy innym ich przewinień, nie możemy się też spodziewać, iż Ojciec niebiański puści w niepamięć nasze winy (Mat. 5:7; 6:14, 15; 18:21-35). Z drugiej strony jeśli miłujemy członków własnej rodziny i współwyznawców, to nie będziemy rozpamiętywać ich uchybień, ale okażemy „wytrwałą miłość jedni ku drugim, bo miłość zakrywa wiele grzechów”. — 1 Piotra 4:8.

Na szczególną wzmiankę zasługuje okoliczność, że ci, którzy się mają za prawdziwych uczniów Jezusa Chrystusa, nie mogą postępowaniem innych osób usprawiedliwiać zaprzestania studiowania Słowa Bożego, powstrzymania się od spotykania współchrześcijan, wycofania się z udziału w obwieszczaniu dobrej nowiny o Królestwie Bożym. Gdyby naprawdę posunęli się do tego, żeby cudzymi czynami uzasadniać swoje odstąpienie od spełniania tych chrześcijańskich wymagań, podaliby w wątpliwość swoje twierdzenie, że są naprawdę uczniami Chrystusa. Gorszenie się nasuwałoby podejrzenie, iż mniej lub bardziej świadomie szukają wymówki, aby już dłużej nie służyć Bogu.

Chcemy nie tylko pilnie czuwać nad tym, by inni nas nie zgorszyli, ale też rozsądnie i z miłością dbać o to, żebyśmy sami nie gorszyli drugich. Sprawiedliwość wymaga, żebyśmy odnosili się do innych tak, jak byśmy sobie życzyli, żeby oni nas traktowali (Łuk. 6:31). Nie chcemy, by ktoś wskutek nieuwagi lub bezmyślności stał się dla nas kamieniem obrazy, nieprawdaż? Tak samo powinniśmy się starać, żebyśmy i my nie urazili drugich. Na przykład niedawno wpłynął do Towarzystwa Strażnica list z godną ubolewania informacją, iż pewne niedojrzałe osoby zgorszyły się faktem, że inni, których uważano za wzory, popisywali się zamiłowaniem do napojów alkoholowych. Takie postępowanie z trunkami na pewno nie licowało z radą apostoła Pawła: „Proste czyńcie ślady nogami, aby kto chromy nie zbłądził, ale był raczej uzdrowiony”. Poza tym Jezus także ostrzegł: „Kto zaś zgorszy jednego z tych małych, którzy wierzą we mnie, lepiej będzie dla niego, aby mu zawieszono u szyi kamień młyński i utopiono go w głębi morza”. Z pewnością nikt z nas nie chciałby, żeby go coś takiego spotkało! — Hebr. 12:13; Mat. 18:6, NP.

Niechaj więc każdy stara się robić to, co rozsądne, miłe i prawe, żeby ani nie gorszyć się drugimi, ani nie stać się dla nich zgorszeniem.

    Publikacje w języku polskim (1960-2026)
    Wyloguj
    Zaloguj
    • polski
    • Udostępnij
    • Ustawienia
    • Copyright © 2026 Watch Tower Bible and Tract Society of Pennsylvania
    • Warunki użytkowania
    • Polityka prywatności
    • Ustawienia prywatności
    • JW.ORG
    • Zaloguj
    Udostępnij