„Idę na łowy”
W dżdżysty dzień pewien Brazylijczyk będący rzymskokatolikiem wybrał się ze swego domu z Biblią pod płaszczem. Żona zapytała go, dokąd idzie. Odrzekł: „Idę na łowy”. „Z pakunkiem?” — spytała żona. W tym miejscu mąż wyjaśnił, że idzie zapolować na świadków Jehowy. Słyszał kilka krótkich kazań, które wygłaszali, wstępując do niego w trakcie swej pracy od drzwi do drzwi. Po przemyśleniu wszystkiego, co usłyszał, doszedł do wniosku, że podane przez nich wyjaśnienie stosunków panujących na świecie jest rozsądne. Teraz więc chciał ich odnaleźć. Wstąpił do jednego domu i zapytał, czy czasem mieszkańcy nie są świadkami Jehowy. „Nie — brzmiała odpowiedź — ale mój szwagier, który mieszka tu obok należy do nich. Czy i pan chce się stać świadkiem Jehowy?” Odrzekł na to: „Jak Bóg da”. Dwa tygodnie po odnalezieniu świadków Jehowy przyszedł na ich zebranie. Łowy mu się udały!