Pytania czytelników
● W jaki sposób pozostali jeszcze na ziemi namaszczeni duchem członkowie ciała Chrystusowego mieli być zabrani „w obłokach na spotkanie Pana na powietrze”, aby być „zawsze z Panem”? — 1 Tesal. 4:17, NT.
W Liście 1 do Tesaloniczan 4:16, 17 czytamy: „Sam Pan przy okrzyku, przy głosie archanioła i przy trąbie Bożej zstąpi z nieba, a umarli w Chrystusie powstaną pierwej. Potem my żywi, którzy pozostaniemy, wespół z nimi pochwyceni będziemy w obłokach na spotkanie Pana na powietrze, a tak zawsze z Panem będziemy.” — NT.
Z chwilą nastania drugiej obecności Chrystusa najpierw mieli zmartwychpowstać ci pomazańcy, którzy by do tego czasu pomarli. Jego zstąpienia z nieba nie należy pojmować literalnie i cieleśnie, lecz w tym sensie, że skierował uwagę ku ziemi i rozciągnął na nią swą władzę. (Porównaj z 1 Mojżeszową 11:5, 7) „Głosem archanioła” zwrócił się wtedy ze swego tronu z „okrzykiem” do naśladowców pozostałych na ziemi. Chrystus Jezus to archanioł Michał, który podczas swej obecności przewodzi zastępom świętych aniołów. (Mat. 25:31; Obj. 12:7) W myśl proroctwa Daniela 12:1, 2 miał on właśnie wystąpić w okresie, gdy przebudzi się wielu spośród śpiących w prochu ziemi. W księdze Objawienia 11:7, 8, 12 znajdujemy podobny obraz: świadkowie Boży leżą martwi na ziemi, a donośny głos z nieba woła do nich: „wstąpcie tutaj”; po czym „wstąpili do nieba w obłoku”.
Chrystus okrzykiem archanielskim wezwał lud swoich wiernych do dźwignięcia się z prochu, czyli ze snu śmierci duchowej, w jakim znaleźli się w roku 1918 na skutek lęku, pojmani będąc w niewolę Babilonu Wielkiego; mieli się przebudzić i powstać do dalszej działalności. Ponowne to ożywienie rozpoczęło się w roku 1919. Towarzyszył mu odgłos „trąby Bożej”, który zresztą nie zamilkł aż dotąd, gdyż podjęto obwieszczanie, niby dźwiękiem trąb, że wielki Król objął już władzę.
Zostali „pochwyceni” w tym sensie, że wyrwano ich z niewoli, w jaką ich wtrącili Babilon Wielki i jego polityczni zalotnicy, a zarazem wprowadzono do wolnej, teokratycznej organizacji pod kierownictwem niewidzialnego Pana. Podobne unaocznienie spotykamy w przypowieści o pszenicy i kąkolu, gdzie powiedziano o klasie „pszenicy”, że będzie zebrana jak zboże przy żniwach. W Ewangelii według Łukasza 17:34, 35 czytamy o ich „zabraniu”. Odpowiadają również Noemu i jego domownikom, którzy razem byli wzięci do arki, oraz Lotowi, którego wraz z rodziną aniołowie wyprowadzili w miejsce bezpieczne. Są odłączeni od tego świata, zabrani z niego, aby w dniu sądu wystąpić w roli świadków popierających zwierzchnictwo Jehowy.
Co się znajduje w chmurze, jest dla obserwatora na ziemi tak samo niewidoczne jak Chrystus, którego przy wniebowstąpieniu „obłok wziął (...) sprzed oczu” uczniów. (Dzieje 1:9) Członkowie ostatka na ziemi nie są cieleśnie niewidzialni, lecz stanowisko, na jakim zostali postawieni w czasie niewidzialnej obecności Chrystusa, jest przez świat niedostrzegane, nieuznawane. W tym sensie są „wespół z nimi pochwyceni”, to znaczy zabrani równocześnie ze zmartwychwstaniem tych wiernych naśladowców Chrystusa, którzy umarli dawniej.
Zwrot określający, że pozostali jeszcze na ziemi członkowie ostatka wyjdą „na spotkanie Pana na powietrze”, nie oznacza, iżby mieli zostać wzięci wprost do nieba. Szatan Diabeł od tysięcy lat uchodził za „władcę, który rządzi w powietrzu,” i zyskał sobie miano „ducha, który teraz działa w synach opornych”. (Efez. 2:2) Zatem ich ‚spotkanie z Panem w powietrzu’ miało raczej oznaczać, że za sprawującego władzę w powietrzu uznają niewidzialnego Pana, Jezusa Chrystusa, który objął to stanowisko od czasu wyrzucenia Szatana z nieba. Miało to również znaczyć, że wejdą w specjalne stosunki z panującym Chrystusem, że pospołu z nim znajdą się w duchowej świątyni Bożej i pełnić będą wolę Boga, przeprowadzając dzieło, którego wykonanie na ziemi przewidział On na czas obecny. W takim stanie właśnie znajdują się teraz członkowie namaszczonego ostatka. Jeżeli wytrwają w wierności aż do śmierci, zostaną wzbudzeni do życia poza naszą atmosferą, w bezpośredniej obecności Pana w niebie, i podobnie jak ci wierni naśladowcy, którzy ich wyprzedzili, będą tam „zawsze z Panem”.
● Czy ciemność wspomniana w Ewangelii według Marka 15:33, jaka nastała po przybiciu Jezusa do pala męki, nastąpiła w wyniku zaćmienia słońca? — B. A.
Doniesienie biblijne o tym okresie ciemności jest krótkie; brzmi ono: „Od godziny szóstej aż do godziny dziewiątej cały kraj zaległy ciemności.” (Marka 15:33, Kow) Ze sprawozdań Mateusza (27:45) i Łukasza (23:44, 45) dowiedzieć się można w zasadzie tych samych szczegółów, z tym, że u Łukasza znajduje się dodatkowa informacja, iż „zanikło światło słoneczne”. — NW.
Natchnieni pisarze doniesień ewangelicznych przedstawili sprawę w taki sposób, że wywołanie owych niezwykłych ciemności przypisane jest Bogu. Niemniej z biegiem lat pewni komentatorzy próbowali objaśnić to wydarzenie w sposób naukowy, twierdząc, że ze straceniem Jezusa akurat zbiegło się zaćmienie słońca. Jezus jednak zmarł w dniu Paschy roku 33 n.e., a jest rzeczą powszechnie wiadomą, że normalne zaćmienie słońca w okresie paschalnej pełni księżyca jest z punktu widzenia astronomii niemożliwe, gdyż w tym czasie księżyc nie znajduje się między słońcem i ziemią, lecz po przeciwnej stronie ziemi, dalej od słońca. Poza tym wspomniane ciemności trwały 3 godziny, mianowicie od godziny dwunastej w południe do trzeciej po południu, podczas gdy całkowite zaćmienie słońca w określonym miejscu rzadko trwa dłużej niż dwie do trzech minut. Ocenia się, że przy najdogodniejszych warunkach zaćmienie takie mogłoby trwać najwyżej siedem i pół minuty. A zatem ciemność, jaka się pojawiła po przybiciu Jezusa do pala, nie może być wytłumaczona jako następstwo naturalnego zaćmienia słońca, występującego wówczas, gdy księżyc wsunie się między słońce a ziemię i zasłoni blask słońca przed wzrokiem ludzkim.
Niektórzy usiłowali utożsamić to wydarzenie z ciemnością, o jakiej pisał Flegon z Tralles, wyzwoleniec żyjący w drugim wieku naszej ery. Nadmienił on, iż w czwartym roku 202 olimpiady (które to czteroletnie okresy zaczęto liczyć od roku 776 p.n.e.) zdarzyło się wiekopomne zaćmienie słońca, wskutek którego zapanowały takie ciemności, że na niebie można było dostrzec gwiazdy. Podany przez niego rok wydaje się istotnie zbiegać z rokiem śmierci Jezusa. Chociaż jest rzeczą możliwą, by człowiek o ograniczonej wiedzy astronomicznej niesłusznie przypisał ciemność towarzyszącą śmierci Jezusa zaćmieniu słońca, to jednak nie ma pewności, czy Flegon faktycznie wspomina omawiane przez nas zdarzenie, gdyż nie podaje żadnych szczegółów co do pory roku, w jakiej ciemność wystąpiła.
Zanik światła słonecznego, wskutek czego na kilka godzin zaległy ciemności trwające aż do godziny trzeciej po południu, kiedy to Jezus poniósł śmierć na palu — trzeba przypisać bezpośredniemu działaniu Boga. To samo zresztą dotyczy trzęsienia ziemi i rozerwania się zasłany świątyni w chwili zgonu Jezusa. (Mat. 27:51; Marka 15:38) Argumenty, którymi się usiłuje pomniejszyć znaczenie tych zjawisk i przedstawić je jako zwykły zbieg okoliczności mających uzasadnienie w naturalnym biegu rzeczy, nie opierają się na pewnych podstawach.
Naoczni świadkowie tych wydarzeń — na przykład dowódca wojskowy i inne osoby wraz z nim nadzorujące wykonanie wyroku na Jezusie — ujrzawszy trzęsienie ziemi i wszystko, co działo się wokoło, zrozumieli, że przyczyna tkwi głębiej niż po prostu w przyrodzie, toteż „przerazili się bardzo i rzekli: Zaiste, ten był Synem Bożym.” — Mat. 27:54.
● Dlaczego w „Przekładzie Nowego świata” użyto w Ewangelii według Mateusza 5:5 słów: „szczęśliwi łagodnie usposobieni”, skoro w Psalmie 37:11 czytamy: „pokorni”? — D. B.
„Przekład Nowego Świata” podaje w Psalmie 37:11 słowo „pokorni” (podobnie zresztą „Biblia gdańska”), ponieważ występuje tu hebrajskie słowo anav, które mieści w sobie raczej znaczenie: „ubogi, skromny, pokorny”, a nie łagodnie usposobiony. Dlatego słowo anav w „Przekładzie Nowego Świata” konsekwentnie przetłumaczono na „pokorny” w całych Pismach Hebrajskich. „Mały słownik języka polskiego„ podaje, że pokorny to „przejawiający pokorę, (...) potulny, uległy, uniżony, skromny”. Inny słownik, „American College Dictionary”, objaśnia ponadto odpowiednie słowo angielskie (meek), odniesione do ludzi, w następujący sposób: „ten, kto cierpliwie znosi, jest uległy, nawet w wypadku prowokowania przez innych”.
Jeżeli zaś chodzi o tekst Mateusza 5:5, to trzeba zaznaczyć, że Jezus nie czytał tutaj z hebrajskiego zwoju Psalmów, czyli nie cytował z niego bezpośrednio. Prawdą jest, że zamiast wyrażenia „łagodnie usposobieni”, użytego w „Przekładzie Nowego Świata”, mogłyby w tym miejscu występować inne słowa, jak chociażby „pokorni” lub nawet „cisi”. Dlaczego jednak wybrano określenie: „łagodnie usposobieni”?
Wiele osób przyzwyczajonych jest do brzmienia omawianego tekstu według „Biblii gdańskiej”, gdzie czytamy: „Błogosławieni cisi.” Wielu też wyrobiło sobie pogląd, jakoby Jezus właściwie miał tu na myśli, że błogosławieni będą ci, którzy „dają się pouczać”. Wobec tego niejednokrotnie słyszano zdanie, iż być cichym znaczy być skłonnym do przyjmowania nauki. Prawda, że osoba cicha, pokorna, daje się łatwo pouczać, ale jest to zaledwie jedna z większej liczby cech charakteryzujących osobę pokorną. Nadto podstawowe znaczenie pierwotnego słowa greckiego, występującego w Ewangelii według Mateusza 5:5, bynajmniej nie odpowiada określeniu „dający się pouczać”. Według czterotomowego „Słownika polskiego” pod redakcją Zofii Abramowiczówny greckie słowo użyte w tym wersecie oznacza w odniesieniu do osób: „łaskawy, łagodny, delikatny, uprzejmy, życzliwy”, a w sensie przysłówkowym: „łagodnie, życzliwie”. Warto w tym miejscu zaznaczyć, że mało znany przekład Władysława Witwickiego podaje w tekście Mateusza 5:5: „Szczęśliwi ludzie łagodni.”
Ponadto „Lexicon” grecko-angielski Westcotta i Horta tak objaśnia omawiane przez nas greckie słowo praus lub praos: „Łagodnie usposobiony, a w odniesieniu do zwierząt oswojony, potulny. Mateusza. 5:5 (tutaj liczne przekłady podają cichy, lecz słowa te nigdy, w żadnym miejscu ani u żadnego innego autora nie znaczyły ‚cichy’).”
Komitet tłumaczy, którzy pracowali nad „Przekładem Nowego Świata”, żywi przekonanie, że przełożywszy dane greckie słowo na „łagodnie usposobieni” uzyskał daleko lepszy rezultat, niż gdyby zastosował tu słowo „pokorni” bądź też „cisi”. Brzmienie owo dobrze precyzuje znaczenie słowa greckiego i nie pozostawia czytelnikowi możliwości samowolnego wykładania go na przykład w ten sposób, jakoby „cichy” znaczyło „dający się pouczać”.