Pomagaj swoim dzieciom w rozwiązywaniu problemów
SKARŻYŁ się na mdłości, kiedy wrócił do domu o godzinie drugiej w nocy” — opowiadała pewna matka. „Położyłam go do łóżka i dopiero dzisiaj rano zapytałam, co się stało. Podparłszy ciążącą mu głowę rękami wyjaśniał mi, jak każdy przejęty skruchą pijak przy nudnościach, że był ze swymi trzynastoletnimi kolegami tam na dole w barze i z trzema starszymi chłopcami popili sobie piwa.”
Niemało jest matek i ojców, którzy mieli ze swymi chłopcami podobne kłopoty. Jednak pijaństwo nie jest wcale jedynym problemem, przed jakim stają dziś rodzice.
Zbyt wielki nacisk kładziony w dobie obecnej na sprawy płci doprowadził do niesłychanego rozpowszechnienia chorób wenerycznych oraz licznych niepożądanych ciąży i małżeństw zawieranych z konieczności. Świat dorosłych przyjął „nową moralność”, dopuszczającą niczym nie skrępowaną swobodę seksualną a młodzież to naśladuje, ściągając na swoje głowy wiele dalszych problemów.
W pewnym niedawno opublikowanym sprawozdaniu komisji badawczej senatu amerykańskiego znalazło się stwierdzenie, że „cztery i pół miliona amerykańskich dzieci (co dziesiąte) należałoby poddać leczeniu psychiatrycznemu”, aby przeciwdziałać jaskrawo wypaczonemu trybowi ich życia. Ze sprawozdania tego wynika dalej, że z 29 milionów dzieci w wieku od dziesięciu do siedemnastu lat aż 2,5 miliona (czyli co jedenaste) miało już do czynienia z policją! Doprawdy, trudności dzisiejszej młodzieży nawet w tym bądź co bądź przodującym kraju przekraczają granice wyobraźni. — Według New York Times.
Podobnie w innych krajach rodzice mają z dziećmi swoje problemy. Na przykład w Japonii liczba nieletnich przestępców wzrosła w latach 1953 do 1963 aż trzykrotnie. „Co przy tym jest szczególnie niepokojące” — zauważył jeden z wyższych urzędników policyjnych — „to fakt, że popełnia się coraz okropniejsze przestępstwa (...), a przeciętny wiek przestępców coraz bardziej się obniża.”
Jak moglibyście, będąc rodzicami, pomóc swoim dzieciom w rozwiązywaniu powstałych problemów? Przede wszystkim musicie sami być przekonani, że dzieci potrzebują waszej uwagi i pomocy. Nie wykluczajcie z góry takiej możliwości, że wasze dzieci także biorą udział w dzikich zabawach, upijają się, zbaczają gdzieś na manowce albo uczestniczą w jakichkolwiek niekontrolowanych wyczynach młodzieży. Podlegają one przecież takim samym wpływom, jak wszystkie inne dzieci. Potwierdziła to na przykład pani Arnold Washton, przewodnicząca Nowojorskiego Zrzeszenia Rodziców. Oświadczyła między innymi: „Otrzymujemy wiele listów i prowadzimy mnóstwo rozmów telefonicznych z rodzicami, którzy chcą się dowiedzieć, jak pomóc własnym dzieciom uwikłanym w tego typu trudności; widzimy z nich, że takie rzeczy zdarzają się w najlepszych rodzinach i najlepszych szkołach.”
Nie ulega wątpliwości, że dzieci potrzebują zrozumienia ze strony kochających rodziców. Dziecko przychodzi na świat bezradne i nieświadome; wie najwyżej, jak ma pić i jak krzyczeć. Z tej właśnie przyczyny Bóg Wszechmocny powołał do istnienia instytucję małżeństwa. Dzięki niej dziecko ma prawdziwie kochających rodziców, którzy je mogą pouczać. Biblia kładzie wielki nacisk na regularne pouczenia rodzicielskie. — 5 Mojż. 6:4-9; Efez. 6:4.
Chcąc jednak się z tego wywiązać, musicie poświęcać swoim dzieciom nieco czasu. Rozplanujcie dobrze ten czas i użyjcie go w taki sposób, żeby coraz bardziej umacniać więzy rodzinne. Postarajcie się, aby dzieci miały rozrywkę, ale jednocześnie czegoś się nauczyły. Rozmawiajcie na przykład przy posiłkach o przeżyciach, poglądach, zamiarach i planach na przyszłość. Zapamiętujcie posłyszane w ciągu dnia wiadomości, które miały wydźwięk humorystyczny bądź były ogólnie interesujące, i opowiadajcie je przy stole. Taka wymiana myśli i wzajemne zainteresowanie zbliży do siebie całą rodzinę, a dzieci doznają uczucia bezpieczeństwa, wynikającego z przynależności do rodziny.
Rodzice nie powinni nigdy lekceważyć znaczenia wymiany myśli z dziećmi. „Młodzi Amerykanie skarżą się głównie na to” — wyjaśnia pewien znany pisarz — „że nie mogą rozmawiać z dorosłymi. (...) Większość naszych dzieci nie ma żadnego dorosłego przyjaciela.” Nic dziwnego, że do redakcji gazet i czasopism napływają co roku tysiące listów, w których dzieci wyrażają życzenie, iż chciałyby mieć kogoś, z kim by mogły rozmawiać o swoich osobistych problemach.
Dlaczego między rodzicami a dziećmi powstaje tak wielka przepaść, że rozmowy o ważnych sprawach są prawie niemożliwe? Wspomniany już pisarz zauważył: „Wysiłki podejmowane z ich strony, żeby z nami porozmawiać, są przeważnie gwałtem tłumione.” Niestety, tak najczęściej bywa. Dzieci, które chciałyby się o coś zapytać rodziców, często spotykają się z odprawą: „Zostawże mnie w spokoju; nie widzisz, że mam zajęcie?” Czyż nie byłoby znacznie lepiej, żeby ojciec czy matka, jeśli rzeczywiście nie ma w tej chwili czasu, zapytał lub zapytała dziecko, co mu leży na sercu, obiecując bliżej zająć się sprawą później, gdy czas pozwoli? Dziecko wyczuje wtedy, że rodzice szczerze się nim interesują, i łatwiej zda się na ich radę.
Młodzież potrzebuje kogoś, kto by z nią rozmawiał, kto zrozumiałby jej problemy i odpowiednią radą pomógłby je rozwiązać. Dla unaocznienia, jak często rodzice zaniedbują te potrzeby, dwaj lekarze pisali niedawno: „Całą historię opowiedziała matka, nieuświadomionej trzynastoletniej córki, która oczekiwała dziecka. Kiedyśmy zapytali, czy rozmawiała z córką o ‚kwestii powstawania życia’, odpowiedziała: ‚Ależ nie, sądziłam, że jest jeszcze na to za młoda.’”
Następnie ci lekarze dodali: „Bardzo często tacy rodzice pozwalają swoim dziesięcio- czy dwunastoletnim dzieciom iść na nie nadzorowane przez nikogo wieczorki w towarzystwie przyjaciółek w modnych jedwabnych pończochach, na wysokich obcasach, uszminkowanych i w ogóle ubierających się w stylu dorosłych, a potem dopiero się dziwią, kiedy w piętnastym roku życia grzęzną w kłopotach.” Synowie i córki, trochę podrósłszy, mogą wprawdzie dążyć do wymuszenia na was pozwolenia, ale jako rodzice musicie okazać stanowczość i trzymać się ustalonych, słusznych prawideł. Spoczywa na was taki obowiązek! A dzieci będą wam później za to nawet dziękować.
Jeżeli dbacie o to, żeby rodzina była związana serdecznymi więzami i dzieci nie czuły się wobec was skrępowane, ale chętnie z wami rozmawiały, i jeśli z góry zajmujecie się problemami, wobec jakich mogą stanąć, i przygotowujecie je do stawienia im czoła — to miłość łącząca was z dziećmi nieustannie będzie się umacniać. Przejściowo dzieci mogą się oburzać na pewne ograniczenia i uważać je za nieuzasadnione. W końcu jednak dojdą do tego samego przekonania, co pewien kilkunastoletni wyrostek, który wyznał: „Nareszcie wiem teraz, co mogę, a czego nie mogę czynić; czuję, jak gdyby mi ciężar zdjęto z serca.”