Czy rzeczywiście gwarancja spokoju?
SŁUŻBĘ świadczenia od domu do domu można nazwać szkieletem działalności świadków Jehowy. Nie da się zaprzeczyć, że jest ona skuteczna. Nie dość na tym, że na przykład w Stanach Zjednoczonych liczba świadków Jehowy wzrosła w ciągu trzech lat o 50%, ale nawet w takiej rzymskokatolickiej twierdzy jak kanadyjska prowincja Quebec świadkowie Jehowy osiągnęli 17% przyrostu w ciągu roku.
Co o tej prowadzonej po domach działalności świadków Jehowy myśli duchowieństwo katolickie, to widać chociażby ze szpalt wydawanej w Montrealu gazety Star, która zamieściła słowa niejakiego księdza Maheux, magistra sztuk wyzwolonych, doktora teologii, członka Royal Society, laureata Akademii Francuskiej itd. W artykule pod tytułem „Gwarancja spokoju” ksiądz ten opowiada, jaka troska apostoła Pawła o losy młodego chrystianizmu przebija z jego słów do Tytusa: „Tych należy skłonić do milczenia. Wywracają oni całe domy, nauczając tak, jak nie należy, dla szkaradnego zysku.”
Zastosowując ten tekst (Tyt. 1:11, Dą) do obecnych czasów, powiada on: „Chodzi tu o próby nawracania i ciągnięcia z tego zysku. Widzi się to jeszcze dzisiaj, żebranie przy pomocy nauki religijnej jest bowiem dalej uprawiane.” Zwraca się przy tym bezpośrednio przeciw służbie kaznodziejskiej, wykonywanej od drzwi do drzwi, i dodaje: „tych wszystkich agentów i domokrążnych sprzedawców, którzy stali się dla rodzin istną plagą, najchętniej obłożyłbym zakazem. W przypadku religii i w ogóle ideologii taka żebranina jest jeszcze wstrętniejsza i bardziej zasługuje na naganę. Mieć jakąś zalegalizowaną świątynię, wygłaszać w niej kazania i uprzejmymi obwieszczeniami zapraszać do niej obywateli, to rzecz dobra i piękna, bo tym nie narusza się niczyjej swobody. Natomiast bezpośrednie zwracanie się do ludzi od drzwi do drzwi jest ostatecznie naruszeniem spokoju domowego, i to w najświętszej dziedzinie świadomości religijnej.”
Rzecz oczywista, że ten ksiądz ma na myśli działalność świadków Jehowy, choć ich nie nazywa po imieniu. To oni są w prowincji Quebec tymi ludźmi, którzy ku niezadowoleniu duchowieństwa katolickiego ‚uprawiają od drzwi do drzwi żebranie przy pomocy nauki religijnej’. Czy można ich obwiniać o głoszenie w celu czerpania samolubnego, „szkaradnego zysku”? Za czym przemawiają fakty? Istotnie rozpowszechniają wśród chętnych książki oprawne, mające 300 do 400 stron druku, i przyjmują w zamian za to datek 50 centów kanadyjskich; jaki w tym jednak kryję się zysk, jeśli się weźmie pod uwagę dzisiejsze koszty wydawnicze? Prócz tego przy wręczeniu każdej książki zaofiarowują się przez rok lub nawet dłużej przychodzić co tydzień na jedną godzinę, aby nabywcy pomóc w jej zrozumieniu, i to bez żadnych dalszych opłat. Jaki to im przynosi zysk? Gdyby świadkowie Jehowy podzielili należność za literaturę przez ilość godzin, które spędzają w dziele kaznodziejskim na ulicach, od domu do domu i w mieszkaniach ludzi, to być może wypadłoby (w przeliczeniu) jakieś 25 gr na godzinę. Tymczasem część literatury wręczają w ogóle bezpłatnie, tak iż datki w rzeczywistości otrzymywane dałyby w rezultacie chyba 15 gr na godzinę; zupełnie pominięty jest tu koszt samej literatury. Czy mogłoby coś brzmieć bardziej fantastycznie od twierdzenia, że świadkowie Jehowy kierują się w swej działalności widokami na zysk?
Na tym nie koniec. Kiedy ktoś przyjdzie do ich Sal Królestwa, nie spotka się z prośbą o złożenie datku. Nie urządza się tam również zbiórek z tacą. Nie mówi się nic o wciągnięciu na listę członków, bo takich list nikt nie prowadzi. Nie słychać nic o kioskach, loteriach fantowych ani innych imprezach, z których by czerpano fundusze. Nie jest wymagana ani nawet wspomniana żadna opłata za udzielenie ślubu, chrztu czy pogrzebu. Czy może to o sobie powiedzieć inna organizacja religijna? Czy może to o sobie powiedzieć Kościół księdza Maheux?
A teraz o metodach pracy świadków Jehowy. Czy wolność słowa jest ograniczona do ‚zalegalizowanych świątyń’? Któż to miałby je uznać za legalne? Czy urzędnik rzymskokatolicki? A może ów ksiądz jest zdania, iż wolność polega na tym, żeby nie być nagabywanym przez kaznodzieję chrześcijańskiego? Jeżeli mu o to chodzi, wówczas dopatruje się błędu nie tylko u świadków Jehowy, ale również u ich wielkiego założyciela Chrystusa Jezusa oraz u jego najbardziej zaufanych uczniów, którymi byli apostołowie. Chrystus Jezus stanowczo nie uważał, jakoby jego odwiedzanie ludzi w domach było ‚jeszcze wstrętniejsze i bardziej zasługiwało na naganę’ niż kramarzenie towarami z chęci zysku, bo Pismo Ścięte zawiera z górą 130 miejsc, które mówią o jego działalności kaznodziejskiej w mieszkaniach ludzi.
Apostołowie podjęli ożywioną działalność zaraz w najbliższych dniach po Pięćdziesiątnicy i „codziennie też nie zaprzestawali nauczania w świątyni i po domach, głosząc dobrą nowinę o Jezusie Chrystusie”. A jak postępował Paweł? Wiele lat później czynił jeszcze dokładnie to samo; do nadzorców zboru w Efezie powiedział: „Nie uchylałem się od niczego, co pożyteczne, byle tylko wam przepowiadać i nauczać was publicznie i po domach.” (Dzieje 5:42; 20:20, Dą) Jest jasne, że żaden z apostołów nie myślał ograniczać swej działalności kaznodziejskiej do ‚zalegalizowanej świątyni’.
Ksiądz Maheux naprawdę powinien raczej zwrócić uwagę na własny Kościół, bo na przykład w diecezji San Diego katolicy przed pewnym czasem przeprowadzili czteromiesięczną kampanię misyjną od domu do domu pod kierunkiem biskupa Buddy’ego. Amerykański tygodnik katolicki Our Sunday Visitor („Nasz gość niedzielny”) tak doniósł o wynikach tej kampanii: odwiedzono 95 000 domów niekatolickich, odzyskano 5000 katolików niepraktykujących i „nawrócono” prawie 2000 niekatolików, to znaczy zapisano ich na katolickie lekcje katechizmu. Tę kampanię diecezji San Diego nazwano „dobitną demonstracją skuteczności pracy laików w pozyskiwaniu nowych wyznawców”. Katolicy z San Diego w rzeczywistości pochwalili świadków Jehowy, gdyż przez pewien czas naśladowali ich najważniejszą, stałą metodę pracy. A więc, księże Maheux, czy nie byłoby lepiej też tak postąpić, zamiast domagać się takiej „gwarancji spokoju” jak zakaz służby kaznodziejskiej od domu do domu?
Osobistym zadaniem każdego naśladowcy Chrystusa Jezusa jest wyruszanie do czynienia „uczniów z ludzi wszystkich narodów”. Zadanie to tkwi też w proroczej zapowiedzi, że „dobra nowina o królestwie będzie kazana na całej zamieszkanej ziemi w celu wydania świadectwa wszystkim narodom”. Słowo Jehowy nie może do Niego wrócić niespełnione i dlatego świadkowie Jehowy będą nadal głosić każdym możliwym i skutecznym sposobem bez względu na zarzuty i „gwarancje spokoju” swych przeciwników, którzy ‚w imię prawa wyrządzają krzywdę’. (Ps. 93:20, Wu; uw.marg.; w Gd Ps. 94; Izaj. 55:11; Mat. 24:14; 28:19, 20, NW) Ponieważ tak sprawa się przedstawia, niech wszyscy przeciwnicy w rodzaju księdza Maheux zwrócą uwagę na słowa apostoła Pawła: „Bo nie możemy nic przeciw prawdzie, ale za prawdą.” — 2 Kor. 13:8, Dą.